Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Historia

Edmund Bojanowski. Opowieść o dobroci

Przemysław Matusik

Był rówieśnikiem nowego porządku w Europie. Gdy przyszedł na świat 14 listopada 1814 roku dogorywał właśnie ład napoleoński, gdy zaczynał raczkować - zwycięzcy monarchowie ustalali w Wiedniu nowy podział Europy, który - niemal nie zmieniony - przetrwać miał następne sto lat, do Wielkiej Wojny Światowej. W Poznańskie znów wkroczyli Prusacy i rozpoczęli wprowadzanie swoich porządków. Na świecie małego Edmunda, którego granice wyznaczał grabonoski dwór z jednej strony, a świętogórska bazylika księży filipinów z drugiej, obcy przybysze nie odcisnęli jednak większego piętna. Tu życie toczyło się w powolnym rytmie zmieniających się pór roku i dostojnych fraz roku liturgicznego. W domu Bojanowskich w Grabonogu, podobnie zresztą jak i w innych szlacheckich dworach, nadal podtrzymywano stary patriarchalny obyczaj, zaś na Świętej Górze niezmiennie kultywowano religijność wyrastającą z żyznej gleby sarmackiej pobożności.

Gdy jednak Edmund wkraczać miał w dorosłość, następować zaczął też powolny zmierzch tej polskiej idylli. Właśnie skończył 16 lat, jak zza granicznego kordonu dotarły wieści o nocy listopadowej i narodowym powstaniu w Królestwie Polskim. Za Prosnę, walczyć z Moskalami, pospieszył ojciec Edmunda i jego starszy brat. On sam - młody, chorowity chłopak pozostał w domu, ale przecież to powstanie było i jego osobistą sprawą. Upadek listopadowego zrywu także Polakom pod pruskimi rządami przyniósł zmianę na gorsze. Prusacy wprowadzili ostrzejszy polityczny kurs, mający w perspektywie doprowadzić do pełnej integracji Poznańskiego z państwem Hochenzollernów. Jaka więc przyszłość stała przed młodzieńcem z ziemiańskiej rodziny? Oczywiście mógł zostać przykładnym wielkopolskim hreczkosiejem, zaprzątniętym bez reszty prowadzeniem swego majątku. Tymczasem Edmund, zdolny i inteligentny, zdecydował się na studia uniwersyteckie, co nie było jeszcze wtedy wcale tak częste u naszych ziemiańskich synów. Studia rozpoczął w 1832 roku w pobliskim Wrocławiu, następnie zaś przeniósł się na jedną z najlepszych wszechnic w Niemczech - a co za tym idzie także i w Europie - Uniwersytet Berliński. Studia umocniły jego literackie i filologiczne zainteresowania, typowe dla jego pokolenia, wychowanego na Mickiewiczu, przesiąkniętego romantycznym sposobem postrzegania świata. Zgodnie z duchem czasu Edmund zwrócił się zwłaszcza ku temu, co ludowe: jak bowiem wierzyli jemu współcześni, w kulturze ludu tkwiły nienaruszone, odwieczne słowiańskie pierwiastki, mogące wzmocnić naszą zagrożoną narodowość. Wielu było podobnych mu młodzieńców w ówczesnej Polsce: przekładających Byrona, czytających z wypiekami na twarzy Herdera o słowiańskim przebudzeniu i ludowych korzeniach narodowości, śledzących uważnie rodzący się ruch literacki u pobratymczych Czechów czy Chorwatów, dyskutujących zawzięcie o niedoli ludu. Większość poprzestawała jednak na kawiarnianej retoryce, tym głośniejszej i radykalniejszej, im więcej kolejek piwa stawiał przed nimi uśmiechnięty ober. Niektórzy - przyznajmy to - jeździli po wsiach zbierając wiejskie piosnki i próbowali pisać własne wiersze na ich wzór. Jeszcze inni, szli dalej i między jednym a drugim poematem tworzyli konspiracje, by w rewolucyjny sposób znieść władzę zaborcy i stworzyć nową Polskę, demokratyczną i prawdziwie ludową.

Edmund był inny. Nie miał instynktu polityka. Gdy w końcu lat 30-tych powrócił do Grabonoga pozostał wierny swym literackim romantyczno - ludowym zainteresowaniom, czego wyrazem były publikowane wówczas na łamach leszczyńskiego "Przyjaciela ludu" teksty. Także jego działalność wydawnicza w latach 50-60-tych, owe literackie almanachy "Pokłosie", "Zbieranka literacka" czy pismo "Rok Polski" miały podobny charakter. Lecz przecież jego romantyczne zainteresowanie ludem nie ograniczyło się jedynie do płaszczyzny literackiej, lecz przybrało nader konkretny wyraz. Według bowiem Edmunda Bojanowskiego, jeśli chciało się ulżyć ciężkiej doli ludu, należało to zrobić tu i teraz, zaraz, natychmiast. Bojanowski gdy też nie mówił o ludzie w ogóle, lecz o konkretnych osobach, o owych Wojciechach, Józefach, Marynach i Katarzynach, znanych z wiejskich opłotków. Nad niedolą tych konkretnych ludzi trzeba się było pochylić. A przede wszystkim nad niedolą ich dzieci, często zaniedbanych i pozbawionych opieki.

Sposobem, którego się Bojanowski chwycił dla realizacji tej idei, miały się stać ochronki dla dzieci, a więc punkty opiekuńcze, nie tylko zapewniające dzieciom opiekę, ale i realizujące pewien program wychowawczy. Nie Bojanowski wymyślił ideę ochronki. Już wcześniej zaczęto zakładać je na zachodzie, na polskim gruncie pisał o tym w latach 40-tych filozof, a zarazem właściciel Wierzenicy i sąsiadującego z naszym Świerczewem Żabikowa, hr. August Cieszkowski. Ale to Bojanowski wcielił te ideę w czyn.

Pierwsze próby przedsiębrał już w latach 40-tych, zainicjował powstanie ochronek dla biednych i opuszczonych dzieci w Poznaniu, Psarskich, Gostyniu i Śremie. Z kolei po fali cholery, która przetoczyła się przez Wielkopolskę w 1849 roku, założył w Gostyniu przytułek dla sierot. Jednak najważniejszą barierą tamującą możliwości rozwoju tego rodzaju instytucji był problem kadry, która miałaby je prowadzić. Problem ten postanowił rozwiązać Bojanowski w prosty, acz skuteczny sposób. Opiekę nad dziećmi wiejskimi miano mianowicie zorganizować na zasadzie swego rodzaju wiejskiej samopomocy, gdyż wychowawczyniami miały być po prostu godne zaufania i przygotowane odpowiednio wiejskie dziewczęta. By zapewnić ciągłość działania i pewną wewnętrzną dyscyplinę, Bojanowski chciał skupić dziewczęta w bractwie religijnym, co z czasem jednak przyjęło formę nowego żeńskiego zgromadzenia zakonnego, które przyjęło nazwę Służebniczek Bogurodzicy. Pierwsza ochronka prowadzona przez - jak to mówiono wówczas - "ochroniarki" - założona została w podgostyńskim Podrzeczu w roku 1850. Po kilku latach powstawać zaczęły nowe ochronki, zaś napływ chętnych dziewcząt spowodował, że w 1856 założony został w Jaszkowie nowicjat młodego zgromadzenia.

Nie ukrywajmy: początki były trudne. Kontrowersyjne było już to, że de facto przełożonym i opiekunem żeńskiej wspólnoty jest mężczyzna i to do tego świecki. Najtrudniejszym jednak do zaakceptowania przez współczesnych był fakt, że służebniczki, te młode, wiejskie dziewczyny, rządzą się same, wedle przyjętych przez siebie zasad, nie podlegając ani dworowi, ani plebanii. Tymczasem ziemiańscy patroni fundujący kolejne ochronki, często uważali się za mądrzejszych od prostych dziewuch, i usiłowali w ich domach wprowadzać swoje porządki. Także i niektórym proboszczom wydawało się, że dziewczyny - służebniczki mają nie tylko prowadzić ochronki, ale i plebanię posprzątać, i proboszczowskie zagony poplewić. Miarą nieufności dla nowej inicjatywy było to, że dopiero w 1858 roku została ona oficjalnie zatwierdzona przez ówczesną władzę diecezjalną.

Zapotrzebowanie na nowe zgromadzenie było jednak tak wielkie, że nic nie mogło powstrzymać jego rozwoju. W 1861 roku działało już w Poznańskiem 18 ochronek, w tymże roku zgromadzenie przeszczepione zostało na teren Galicji, a w następnych latach także na Śląsk. Edmund Bojanowski niestrudzenie pracował wokół jego rozwoju. Trudna to była praca, wymagająca energii, ale i rozwagi, wielkiej psychologicznej intuicji, zdolności wychowawczych, taktu, a nade wszystko wiary w Boską opiekę nad nowym przedsięwzięciem. A wszystko to przy narastającej z wiekiem chorobie płuc. Wydawać się mogło, że wzrostowi zgromadzenia towarzyszyło stopniowe gaśnięcie jego Założyciela. On sam w 1869 roku wstąpił do seminarium gnieźnieńskiego. Choroba nie pozwoliła mu jednak na przyjęcie święceń, tak jakby sam Bóg chciał, by pozostał On na zawsze znakiem zaangażowania świeckich w życie Kościoła. Edmund Bojanowski, literat, wychowawca, założyciel służebniczek, a nade wszystko niepospolicie dobry człowiek zmarł w Górce Duchownej 7 sierpnia 1871 roku. Dziś czcimy go jako błogosławionego, patrona dzieci i wszystkich, którzy je kochają.


Przeczytano 5788 razy

12, (3) 1999 - Jesień



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne