Dziś jest Niedziela, 27 maja 2018
† NIEDZIELA NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY
Czytania
Pwt 4, 32-34. 39-40; Rz 8, 14-17 ; Mt 28, 16-20
Gazeta parafialna

Teologia

"Mała z wyboru" - Biografia św. Teresy od Dzieciątka Jezus zwanej Małą Tereską (1873-1897)

Joanna Żerdzińska

Była córką niezwykłych rodziców, siostrą niezwykłych sióstr. Nie mogła nie być nadzwyczajna. Ojciec - niedoszły zakonnik, święty świecki. Matka - niedoszła zakonnica, święta świecka. Siostry - zakonnice, czyli z zawodu święte. Wydaje się, że świętość Świętej Tereski jest zupełnie naturalna. Jako najmłodsza w rodzinie, miłość czerpała od swoich bliskich wiadrami. Nie mogła nie zostać świętą.

Już jako dziecko zdradzała objawy przynależności do Boga. Pozornie była jak inne małe kwiatki - oblizywała się po czekoladzie, najchętniej w niedzielę rano w łóżku, przemierzała ogród w taczce pchanej przez starszą siostrę, a i do wiadra pełnego wody zdarzało jej się wpaść, choć to już nie dobrowolnie. Podobno wypełniała sobą wiadro jak kurczątko jajko; cóż, mogło się zdarzyć każdemu. Ale kto jako pierwsze słowo wypowiedział wyraz "niebiosa", kto przebierał lalki za karmelitanki, kto pytał na dobranoc, czy będą koło niego fruwały aniołki - w nadziei usłyszenia: "Oczywiście, że będą". Chyba tylko św. Tereska. Błękitna też była jej miłość do rodziców. Swojej mamie życzyła rychłej śmierci, bo tak pragnęła dla niej nieba, a spod drabiny taty nie chciała się usunąć, bo gdyby na nią spadł, nie cierpiałaby, widząc go umarłym, przecież poszliby do nieba razem.

Po tym wstępie nikogo nie zdziwi, że na pytanie kim będziesz w przyszłości, Tereska bez cienia zwątpienia odpowiedziała - "Zakonnicą" Zapragnęła nią zostać od chwili przebudzenia rozumu. W każdym razie, gdy prosiła o ten zaszczyt biskupa, nie mogła powiedzieć, że pragnie życia zakonnego dłużej niż od piętnastu lat, tyle bowiem wtedy miała wiosen. Nie pomógł efekt włosów wyżej związanych, który miał jej nadać rysów osoby doroślejszej. "Chwilę potem" stoi przed "największym z ówczesnych cudów Rzymu" - Papieżem Leonem XIII i słyszy "Wstąpisz, jeżeli Bóg tego chce"

Bóg tego chciał. Chciał też by szczyty świętości osiągnęła w Karmelu. Historię swojego krótkiego życia zakonnego zawarła w pozostawionych przez siebie pismach.

Autobiografia Teresy zawarta w "Dziejach Duszy" miała objawić światu owoc jej poszukiwań - małą drogę. A oto jak ją odkryła. Gdy była jeszcze dzieckiem, jej duszę nawiedzało pragnienie wielkości. Marzyła o bohaterstwie męczenników oddających życie za Chrystusa, o chwalebnych czynach na wzór Joanny d`Arc. Odczuła powołanie do wielkości, do chwały. Sięgając do samego rdzenia prawdy, pojmuje, że wielkie jest to, co będzie trwać wiecznie. Pojmuje, że jej chwałą będzie zostać wielką świętą, czyli ukochać Boga miłością doskonałą. Punktem wyjścia na "małej drodze" jest świadomość i akceptacja faktu swojej słabości, maleńkości, niewystarczalności. "Niepodobna mi stać się wielką - rozumuje - powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami; chcę jednak znaleźć sposób dostania się do nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, drogę zupełnie nową." Im mniejsza i słabsza jest dusza, tym podatniejsza na działanie Miłości, która chce ją przeniknąć i przeobrazić w siebie. Zadaniem Teresy było pozostać małą, jak najmniejszą i zupełnie zaufać Bogu, zaufać jak dziecko, więcej - być dzieckiem, i to do końca. A to oznaczało oczekiwać wszystkiego od Ojca, niczym się nie kłopotać, nie gromadzić mienia. "... Być małym to nie przypisywać sobie cnót, które się pełni, lecz uznając się za niezdolnego do czegokolwiek uznać, że Bóg składa w ręce swego dziecięcia ten skarb cnoty, aby się ono nim posługiwało według potrzeby; ale skarb ten pozostaje własnością Boga." Wreszcie nie zniechęcać się swoimi błędami, bo dzieci często upadają, lecz są za małe, aby sobie mogły za wiele złego zrobić. Mówiła więc św. Teresa "jedyne moje zajęcie to zrywanie kwiatów miłości i ofiary i ofiarowanie ich Bogu, aby Mu sprawić przyjemność."

Pierwszym terenem, na którym znajduje upragnione okazje do składania małych ofiar, jest pełnienie przykazania miłości bliźniego. Teresa nie tylko przezwycięża trudy życia wspólnotowego, jej dobroć odgaduje i uprzedza potrzeby otoczenia. Okazuje miłość przez pomoc fizyczną, przez słowa, przez uśmiech. Zaciska zęby, gdy jest raniona, ba, nawet uśmiecha się do raniących, jeszcze więcej - szuka ich towarzystwa. Znajduje radość w upokorzeniach, nie tłumaczy się gdy jest niewinna, nie zauważa wad, bo może pozorna wada jest ubraniem dla prawdziwej cnoty. Nie płacze, a swoje podopieczne karci za łzy, bo przecież "Jezus przychodzi do Karmelu, żeby odpocząć".

Spojrzenie Teresy wychodzi daleko poza klasztor, ogarnia duchowe potrzeby świata. Myśli o tych, którzy potrzebują odnowy (o grzesznikach) i o tych, którzy potrzebują umocnienia (o kapłanach, misjonarzach) Przede wszystkim nad nimi rozciąga swój modlitewny patronat. Oni mają karmić się owocami jej męki.

Dziedziną najbardziej odpowiednią dla małej drogi jest też życie codzienne - całokształt życiowych obowiązków. Widzi nasza święta, że prawdziwa wartość człowieka ukazuje się najwyraźniej w rzetelności, z jaką traktuje on sytuacje zwyczajne. Heroizm codzienności jest płaszczyzną, na której kształtują się charaktery przez wykorzystanie okazji do małych ofiar.

Jednak najrozleglejszy obszar dla ofiar znalazła św. Teresa w cierpieniu. Cierpienie dla większości jest utrapieniem, absurdem. Reagujemy na nie hiobowym "dlaczego?" Jak trudno zrozumieć, że to samo cierpienie wyciągało do Teresy ramiona, a ona rzucała się w nie z miłością. Wszak jak oświadczyła, przyszła do Karmelu, by ratować dusze. Jezus pozwolił jej zrozumieć, że chce jej dawać dusze przez krzyż, toteż cierpienie pociągało ja coraz bardziej, w miarę jak się zwiększało Potrafiła cierpieć z pokorą, ale że potrafiła cierpieć z radością? By to zrozumieć, trzeba się wsłuchać w te słowa rzucone w niebo: "pragnąc aby całe moje życie było aktem miłości doskonałej, poświęcam siebie na ofiarę całopalną Twojej miłosiernej miłości, błagając, byś mnie wyniszczał nieustannie, przelewając w mą duszę strumienie nieskończonej czułości, ukryte w Tobie, bym w ten sposób, o mój Boże, stała się Męczennicą Twej Miłości. Niechaj to męczeństwo przygotuje mnie do stawienia się przed Tobą, a potem przyprawi mnie śmierć, aby dusza moja mogła bezzwłocznie ulecieć w wieczyste objęcia Twej Miłosiernej Miłości..."

To nie był pierwszy akt oddania się Małej Tereski Bogu. Na długo zanim jeszcze wstąpiła do Karmelu, ofiarowała się dzieciątku Jezus jako jego mała zabawka i prosiła Go, aby się nią bawił nie jak drogocenną błyskotką, którą dzieci tylko oglądają, nie śmiejąc jej dotknąć, ale jak nic nie wartą piłeczką, którą mógłby rzucić na ziemię, kopnąć nogą, przekłuć, pozostać w kącie lub też przytulić mocno do serca, jeśliby to mu sprawiło przyjemność. Chciała zabawić małego Jezusa, chciała się oddać jego dziecinnym kaprysom. Chciała stać się dla niego ofiarą w sposób, jaki sam wybierze.

Jej duch ofiary był wszechstronny. Wszystko, co bardziej przykre, mniej miłe, skwapliwie chwytała jako cząstkę jej należną; wszystko, czego Bóg od niej żądał, oddawała mu natychmiast, bez zastrzeżeń. Była pędzelkiem, który na płótnie odmalowywał to tylko, co prowadziła ręka mistrza. Autorstwo swoich dzieł przypisywała Stwórcy. Była z nim zjednoczona na dobre i na złe, na ziemię i na niebo. Nie bała się śmierci, bo miłość jest wieczna, a to właśnie miłość była jej powołaniem. Miała nadzieję na rychłą śmierć, ale o nią nie prosiła. Jedyna łaską, której pragnęła, to umrzeć z miłości. Nie miała to być śmierć błoga i pełna uniesień, ale bolesne konanie w ciemności i trwodze, konanie podobne konaniu Zbawiciela. Została wysłuchana - gdy gruźlica wyniszczała skrupulatnie cały jej organizm, cierpienia były tak ogromne, że duszę Świętej nawiedziła myśl o samobójstwie, myśl przezwyciężona jedynie motywami wiary. W tym, po ludzku patrząc, piekle na ziemi, zapytuje sama siebie "Cierpię dużo, ale czy cierpię dobrze?" Można by pomyśleć, że na łożu śmierci wykazuje duże poczucie humoru, ale oceńcie sami czy to humor, czy szalona miłość w niej grała, kiedy, spoglądając na swoje wychudłe ręce, stwierdziła "Staję się szkieletem. To mi się podoba" albo kiedy nie pozwala przyrównywać się do anioła, bo "... Aniołowie nie mogą cierpieć; nie są tak szczęśliwi"

Jej pobyt na ziemi trwał dwadzieścia cztery lata. Odchodząc, nie żegnała się. Spieszno jej było do swojej ojczyzny, mimo to obiecywała częste powroty.

- Spoglądać będziesz na nas z nieba?

- Nie, będę zstępować.

Ten dialog dało się usłyszeć w jej małej celi chwilę przed końcem życia, a równocześnie u jego progu. Oto miała rozpocząć działalności apostolską zgodną z jej powołaniem - "Po mojej śmierci spuszczać będę na ziemię deszcz róż". "Niebem moim będzie czynić dobrze na ziemi"

Jakże się trzeba cieszyć z zapowiedzi św. Teresy od Dzieciątka Jezus: "Będę kradła... Dużo rzeczy w Niebie zniknie, bo je wam przyniosę... Będę małą złodziejką, będę brała wszystko, co będzie mi się podobało"

Teresa penetruje dla nas Niebo od 103 lat, jednego miesiąca i kilku dni. Szkoda, że już nie robi notatek.


Bibliografia:
"DZIEJE DUSZY" - Święta Teresa od Dzieciątka Jezus

Przeczytano 7898 razy

16, (3) 2000 - Jesień



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2018 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła w Poznaniu
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri w Poznaniu
Siemens Centrale telefoniczne