Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Historia

Geneza inkwizycji papieskiej

Konrad Białecki

Termin inkwizycja wywołuje zazwyczaj skojarzenia z fanatyzmem i masowym paleniem na stosach. Taki jest stereotyp ugruntowany w powszechnej świadomości. Zestawienie czarnej legendy inkwizycji z faktami historycznymi dotyczącymi tej instytucji Kościoła pokazuje, jak czasami popularne wyobrażenia o przeszłości rozmijają się z prawdą. Niekiedy wynika to z nieuwzględnienia kontekstu historycznego danych wydarzeń i ocenianiu pewnych postaw i zachowań z punktu widzenia człowieka końca XX-ego wieku. Dlatego też w niniejszym artykule chciałbym pokrótce przedstawić tło historyczne na którym doszło do ukształtowania się Świętego Urzędu Inkwizycji (tak brzmiała oficjalna nazwa). Pragnę również nadmienić, że tekst ten nie dotyczy inkwizycji hiszpańskiej, która z różnych względów (m.in. z powodu podporządkowania hiszpańskim monarchom, przez co stała się narzędziem świeckich rozgrywek politycznych) zasługuje na osobne omówienie.

W okresie od XI do XIII wieku zmianom uległy niemal wszystkie sfery życia, począwszy od gospodarki, poprzez obyczaje, na filozofii i religii kończąc. Wraz z korzystnymi zmianami klimatycznymi i upowszechnieniem się nowych form ,gospodarowania (m.in. wprowadzenie trójpolówki) wzrosły plony i w ten sposób zażegnano cykliczne klęski głodu. W wyniku powszechnego ruchu pielgrzymkowego, krucjat i ożywienia wymiany handlowej wzrosła mobilność Europejczyków i ich znajomość świata. Ale chyba najistotniejszym procesem (z punktu wadzenia konsekwencji) był gwałtowny rozwój miast. To właśnie dzięki nim mogło dojść do kondensacji różnych idei, do ścierania się poglądów, do polemik, których rezultaty znajdowały często odzwierciedlenie w działaniach praktycznych. Przemieszczanie się części ludności z terenów wiejskich do miast było spowodowane m.in. przeludnieniem na wsi, brakiem perspektyw dla młodszych synów rycerzy w miarę upowszechniania się zasady niepodzielności majątku, a także kurczeniem się wolnych obszarów, które można było zdobyć i zasiedlić. Powodowało to porzucanie przez jednostki starych układów, które dotąd decydowały o zwyczajach, pozycji społecznej, prawach i obowiązkach. Ludzie wchodzili w nowe struktury, nowe formy zależności, w świat w którym nie zawsze mogli się odnaleźć. Wyrwani ze starych wspólnot, często byli zmuszeni liczyć wyłącznie na siebie, nie mając - jak niegdyś - oparcia w szerszej grupie. To z kolei powodowało m.in. bardziej indywidualne traktowanie spraw związanych z religią i obyczajowością.

Ważne miejsce w życiu miast zajmowały uniwersytety, tworzone często z dawnych szkół przykatedralnych. Stały się one ośrodkami nauki, ale również terenem ostrych polemik. Pożywki do dyskusji dostarczały odkrywane wówczas pisma filozofów antycznych, które docierały do Europy za pośrednictwem Arabów i Żydów. Przedmiotem sporów stały się rozmaite kwestie religijne. Klimat dyskusji i niepewności szybko przeniknął poza mury uniwersyteckie i skłaniał do zadawania pytań, które często godziły w ustalony porządek ziemski i niebieski.

Oczywiście, budziło to poważne zaniepokojenie zarówno Kościoła, jak i władz świeckich. Z tego powodu stosunki panujące w miastach, jak również rozwój handlu, wzmożony obrót pieniężny i związane z tym operacje (m.in. lichwa), często - ze względów doktrynalnych - były potępiane przez Kościół. Niektórzy traktowali protesty Kościoła nie tyle jako obronę czystości wiary, co raczej troskę o własne interesy ekonomiczne (w średniowieczu Kościół posiada wielkie dobra ziemskie). Podjęli oni walkę o zwiększenie niezależności miast. Inni, jak Piotr Waldo czy św. Franciszek, postanowili szukać samorealizacji poprzez ewangeliczne ubóstwo, dystansując się w ten sposób od zachodzących zmian. Problem polega na tym, że te wybitne indywidualności pociągnęły za sobą rzesze naśladowców, z których część zerwała z Kościołem w przekonaniu, że sprzeniewierzył się on ideałom pierwotnego chrześcijaństwa. Głosili oni jednocześnie własne nauki, które, ich zdaniem, miały zapewnić zbawienie. Kontestacja religijna musiała być w ówczesnych warunkach nierozerwalnie związana ze sprzeciwem wobec panującego ładu społecznego. W XII i XIII w. głównymi nurtami heretyckimi były: waldeizm (nazwa od nazwiska założyciela, Piotra Waldo ) i neomanicheizm, zwany na południu Francji kataryzmem, a w północnej Italii pataranizmem. O ile nurt waldejski by w gruncie rzeczy głęboko chrześcijański i bardzo zbliżony do późniejszego franciszkanizmu, to neomanicheizm - mimo powierzchownych pozorów - był achrześcijański i opierał się głównie na wschodnim gnostycyzmie. Dopóki grupy heretyckie były niewielkie, a ich członkowie pozostawali na etapie confessio (wyznawania), nie stanowiły one istotnego zagrożenia. Kiedy jednak ich poglądy zaczęły zdobywać w miastach coraz liczniejsze grono zwolenników, a za ich pośrednictwem trafiły na wieś, zarówno Kościół, jak i władze świeckie postanowiły podjąć zdecydowaną watkę.

Papiestwo początkowo starało się oddziaływać raczej metodą persuasio (przekonywania), wysyłając na zainfekowane herezjami obszary legatów, głównie cystersów, których zadaniem było nawracanie odstępców, umacnianie w wierze wątpiących i mobilizowanie władz świeckich do walki z zagrożeniem. Mnisi jednak często nie rozumieli istoty problemu z którym przyszło się im zmierzyć. W celu ratowania jedności Kościoła papieże próbowali iść nawet na pewne ustępstwa wobec niektórych odstępców. Ale i to, poza nielicznymi wyjątkami nie przyniosło rezultatu. Sytuację dodatkowo utrudniał fakt, że w wielu diecezjach wyższy kler, żyjąc w dostatku, był zaabsorbowany raczej sprawami doczesnymi i nie troszczył się zbytnio o posługę duszpasterską. Natomiast poziom wykształcenia niższego kleru był niekiedy na żenująco niskim poziomie. Działo się tak, pomimo licznych prób poprawy sytuacji podejmowanych przez papiestwo od czasów reformy gregoriańskiej (jej początek przypada na koniec XI-ego wieku). Masowe odstępstwa, zjawisko nowe, postawiły przed hierarchią kościelną pytanie: czy samo potępienie herezji wystarczy, czy też należy przedsięwziąć jakieś dodatkowe środki, a może nawet stosować siłę? Należy nauczać i przekonywać, ale czy nie jest zbyt wielkim ryzykiem własną łagodnością pozwalać na rozszerzanie się zła, ponosząc odpowiedzialność przed Bogiem za zgubione dusze?

Św. Bernard z Clairvaux uważał, że nie należy heretyków zwalczać zbrojnie, ale dokładać wszelkich starań, aby nawrócić ich na prawdziwą wiarę siłą argumentów i persuasio. Podobnie uważali święci Dominik i Franciszek. Jeśli jednak byłoby to niemożliwe, należy ich wykluczyć ze wspólnoty wiernych przez ekskomunikę. Wątpliwości, o których wspomniano powyżej, musiały być ogromnym problemem dla duchownych. Trzeba bowiem pamiętać, jak bardzo różni się średniowieczne i obecne widzenie społecznego wymiaru Kościoła. Był on zawsze wspólnotą ludzi dążących do zbawienia, ale gdy współcześnie każdy członek tej wspólnoty jest przede wszystkim sam odpowiedzialny za swoje zbawienie, to w średniowieczu, w powszechnym przekonaniu, odpowiedzialnością za zbawienie świeckich byli obarczeni duchowni.

Francuski historyk, Raoul Manselli, za decydujące dla kierunku dalszych działań Kościoła uznaje lata 1179 - 1184, kiedy tendencja pokojowa, zakładająca powstrzymanie postępów herezji dzięki kaznodziejstwu i reformie obyczajów, przestała być uważana za jedyną możliwość. Nastąpił wówczas zasadniczy przełom: Kościół postanowił dopuścić obok persuasiodisputatio (dyskusji) - coercitio (karanie).

Decyzje w tej sprawie zapadły pod wpływem kilku czynników: m.in. ze względu na brak zadowalających efektów przy stosowaniu dotychczasowych metod oraz tolerowanie lub wręcz poparcie udzielane heretykom na niektórych obszarach. Bardzo ważny był też powszechny obraz heretyków, jako burzycieli Bożego pokoju. Jeśli więc ich świętokradztwo i wywrotowe poglądy powodują zburzenie pokoju, to wszystkie wysiłki prowadzące do jego przywrócenia są z zasady dobre. Atakowanie heretyka, aby go odwieść od popełniania błędów, nie jest więc wyrządzaniem mu zła, lecz dobra. Działania na rzecz zwalczania herezji służą przywracaniu prawdziwego pokoju, który zaginął wraz z wiarą. Zrozumienie tego ważnego składnika mentalności średniowiecznej, którym była walka o negotium fidei et pacis (sprawę wiary i pokoju) jest niezbędne, aby ujrzeć we właściwym świetle zabiegi podejmowane przez Kościół w celu zniszczenia herezji.

Niektórzy historycy, analizując przyczyny zaostrzenia od końca XII w. stanowiska Kościoła wobec heretyków, zwracają dodatkowo uwagę, że kodyfikacja większości przepisów uderzających w nich dokonała się za pontyfikatu papieży - jurystów, Luciusza III i Innocentego III. W ślad za podjętymi decyzjami poszło poszukiwanie odpowiednich instrumentów do realizacji nowych zadań. Między 1179 r. (Sobór Laterański III) a drugą połową XIII-ego wieku wydano całą serię rozporządzeń, które miały na celu stworzenie skodyfikowanych ram prawnych, zapewniających sprawne wyszukiwanie ( łac. inquisitio) i karanie heretyków. Rozporządzeniom tym towarzyszyła pełna aprobata władz świeckich. W 1224 r. cesarz Fryderyk II zadecydował, że każdy komu zostanie udowodnione przez jego biskupa wyznawanie herezji, zostanie na jego prośbę wydany w ręce władzy świeckiej i spalony na stosie. Ponieważ praktyka wykazała, że sądy biskupie nie radziły sobie z nowymi zadaniami, logicznym ukoronowaniem wcześniejszych decyzji było powołanie wyspecjalizowanych trybunałów, które przejęły od nich zadanie zwalczania herezji i wypełniały je w sposób ciągły, skuteczny i - co równie ważne - sprawiedliwy.

Idea ta zaczęła nabiera konkretnych kształtów po zakończeniu walk prowadzonych na południu Francji przez rycerstwo z Północy pod hasłem krucjaty przeciw heretykom. W czasie synodu zwołanego w Tuluzie w 1229r. przez legata papieskiego Romaina de Saint-Ange, w którym udział wzięli, obok duchownych, liczni notable Południa z hrabią Tuluzy Rajmundem VII na czele, postanowiono, że:

- w każdej parafii powstanie komisja złożona z księdza i kilku świeckich o nieposzlakowanej reputacji, która zajmie się wyszukiwaniem heretyków i sygnalizowaniem ich obecności biskupowi lub miejscowemu seniorowi;

- panowie feudalni będą musieli wyszukiwać heretyków pod groźbą kary; miały one też dotykać tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób będą pomagać poszukiwanym;

- nie wolno karać niewinnych; o winie zaś ma orzekać biskup bądź osoba uprawniona do tego przez Kościół.

W lutym 1231 papież Grzegorz IX wydał konstytucję przeciw heretykom, w której m.in. potwierdził wyłączne prawo Kościoła do ich sądzenia - tylko ci, którzy zostaną skazani przez Kościół będą wydawani w ręce władzy świeckiej, która zajmie się karą. W tym samym miesiącu senator rzymski Annibaldo, przy okazji procesu prowadzonego przeciwko kilku katarom, wydał Statut przeciw heretykom, w którym m.in. zadekretował, że wszystkie ich dobra będą konfiskowane, a siedziby burzone. Nadto ukarani zostaną ci, którzy znając heretyka nie doniosą na niego oraz urzędnicy nie podporządkowujący się zarządzeniom antyheretyckim.

Konstytucja Grzegorza IX i Statut Annibalda stały się podstawą Statutów Stolicy Świętej, które zostały rozesłane do biskupów. Ale ci, o czym już wspomniałem, z różnych względów nie radzili sobie z nowymi zadaniami. W związku z tym papież postanowił obciążyć nową funkcją dominikanów (później również franciszkanów). W bulli Ille humani generis z 8-ego lutego 1232 r., adresowanej do biskupów, tak napisał: Zdecydowaliśmy wystać Braci Kaznodziejów (oficjalna nazwa dominikanów to Zakon Kaznodziejski) przeciwko heretykom Francji i sąsiednich krain i dlatego prosimy Was, abyście przyjęli ich serdecznie, aby byli dobrze przez Was traktowani i korzystali z waszej pomocy. Powody tej decyzji najtrafniej ujął francuski historyk Jean Dedieu, pisząc: Skuteczność, metodyczność, solidne przygotowanie teologiczne i prawnicze, niezależność od władz lokalnych...... Rzym sądzi, że znalazł rozwiązanie, mianując stałych sędziów, mających władzę nad rozległym obszarem i nie muszących zważać na granice senioralne czy diecezjalne. utrudniające koordynację poszukiwań; niezależnych od biskupów, którym zabroniono ingerować w ich pracę, wyposażonych w szerokie pełnomocnictwa. Było to sądownictwo wyjątkowe, ustanowione przez papieża korzystającego z suwerennej władzy głowy świata chrześcijańskiego. W roku 1231 powołano pierwszego inkwizytora na obszar Niemiec, następnie system rozszerzał się na prawie wszystkie kraje ówczesnej Europy. Powstała inkwizycja.

Inkwizytorzy są zazwyczaj przedstawiani w literaturze jako wyjątkowo mroczne indywidua. Tymczasem ich osobowość była zazwyczaj bardziej złożona, niż przedstawia to np. Umberto Eco w swojej powieści Imię Róży. Stolica Apostolska, która ich powoływała, stawiała przed nimi bardzo wysokie wymagania. Musieli mieć ukończone 40 lat, być znanymi z inteligencji, zalet ducha, czystości obyczajów i absolutnej uczciwości. Poza tym wymagano od nich pogłębionej znajomości teologii i prawa kanonicznego. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego dominikanie tak często byli powoływani na ten urząd. Na przykład w Langwedocji (południowa Francja) w latach 1230 - 1349 na łączną liczbę 74 inkwizytorów, aż 46 należało do Ordo Praedicatorum. Jeśli inkwizytor okazywał się z jakich względów niegodnym pełnionej funkcji, papież napominał go lub nawet karał. Tak było choćby w przypadku słynącego z bezwzględności Roberta Potwora, którego Grzegorz IX zdjął z pełnionego urzędu i skazał na dożywotnie więzienie. Inkwizytor był zagrożony pozbawieniem urzędu i ekskomuniką, jeśli ścigał kogoś niesprawiedliwie i z nieczystych pobudek. To samo czekało go, jeśli pchnięty przez chciwość dopuścił się wyłudzenia w czasie sprawowania swojego urzędu. Był on ponadto kontrolowany na bieżąco przez innych członków trybunału, którzy byli zobowiązani do braterskiego napominania w razie jakichś uchybień. W zgodnej opinii badaczy zajmujących się dziejami inkwizycji, problem korupcji jej trybunałów prawie nie istniał. Rola inkwizytora nie sprowadzała się do masowego palenia na stosie wszelkich osób podejrzanych o herezję, ale była postrzegana często jako pomoc błądzącym w powrocie na łono Kościoła. Aby poprzeć tę konstatację przedstawię konkretne liczby. Będą one dotyczyły południa Francji, gdzie liczba heretyków była chyba największa. W ciągu 15 lat pełnienia funkcji inkwizytor Bernard Gui (ten z Imienia Róży), sądził łącznie 930 osób, z tego skazał na wydanie w ręce władzy świeckiej (czyli de facto na stos) 42 osoby. Trzy razy tyle oskarżonych trybunały, którym przewodniczył, uwolniły. Pozostali zostali skazani na kary więzienia bądź otrzymywali pokutę w postaci nakazu pielgrzymki lub podjęcia dodatkowych postów, itp. Nie są to proporcje wyjątkowe. Działający wspólnie w latach 1243 - 1249 Bernard de Caux i Jan de Saint Pierre na łączną liczbę dwustu siedmiu skazanych, jedynie dwudziestu trzech polecili umieścić w dożywotnim więzieniu, a stu osiemdziesięciu czterech zobowiązali do noszenia naszytych na ubranie krzyży lub na odbycie pielgrzymki. Inny inkwizytor, Jakub Fournier, na osiemdziesięciu dziewięciu skazanych, na stos wysłał pięciu, a do więzienia czternastu. Francuski historyk Yves Dossat, badający ilość wyroków skazujących na wydanie w ręce władzy świeckiej (czyli na stos), w stosunku do ogólnej ich liczby stwierdził, że stanowiły one około 1%. Na południu Francji największe stosy zapłonęły nie za sprawą inkwizycji, ale z inicjatywy władz świeckich. W 1210 r. w czasie wyprawy - krucjaty, rycerze z północy Francji spalili około stu czterdziestu katarów. Rok później w Lavour spłonęło trzystu dalszych. W 1249r. na rozkaz hrabiego Tuluzy Rajmunda VII spalono jednego dnia w Berlaigues osiemdziesięciu heretyków. Gdyby ci ludzie stanęli przed trybunałem inkwizycyjnym, przynajmniej część z nich zdołałaby się uratować.

Działalność inkwizycji należy do najbardziej kontrowersyjnych fragmentów dziejów Kościoła. Na zawsze pozostanie ona dla nas katolików ostrzeżeniem przed podejmowaniem prób krzewienia Ewangelii przemocą. Nie uciekając wszelako przed rzeczową dyskusją na temat inkwizycji czas już chyba zrewidować jej niewiele mającą wspólnego z rzeczywistością czarną legendę służącą bardziej bieżącej kontestacji Kościoła, niż zrozumieniu przeszłości.


Mgr Konrad Białecki - doktorant Instytutu Historii UAM, specjalizuje się w historii Kościoła katolickiego oraz ruchów heretyckich.

Przeczytano 5900 razy

03, (2) 1997 - Lato



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne