Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Historia

Początki średniowiecznej szkoły u źródeł cywilizacji europejskiej

Tomasz Jurek

Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, jak wielką rolę w życiu społeczeństw odgrywa szkoła. Przyzwyczajeni widzieć w niej mało sympatyczną instytucję, na którą pastwo przeznacza tyle a tyle procent dochodu narodowego brutto, zapominamy, że "szkoła" to nie tylko budynki i grono pedagogiczne, nie tylko aparat biurokracji kuratoriów i ministerstw, ale przede wszystkim model wychowania i przekazywania wiedzy. Od tego, jak i czego uczą szkoły, zależy w dużej mierze kształt kultury i cywilizacji. Przykładów tego szukać można także w zamierzchłej przeszłości.

Starożytny Rzym stworzył sobie właściwy sposób kształcenia młodzieży. Jego fundamentem było ćwiczenie sztuki wymowy - retoryki. Sztuka ta obejmowała jednak szeroki wachlarz różnych dyscyplin.

Dobry mówca, jak uczyli rzymscy teoretycy, winien nie tylko poprawnie i wyraźnie się wysławiać, ale dbać musiał o piękno stylu i nienaganną logikę wypowiedzi, biegle poznać literaturę, filozofię, historię, geografię, prawo, orientować się wreszcie w tajnikach psychologii. Wykształcenie retoryczne ogarniało więc to wszystko, co dziś nazwalibyśmy humanistyką. Rzymianie kształcili więc humanistów, wierząc, że wychowują tym samym świadomych obywateli, przygotowanych do wypełniania obowiązków wobec państwa. Uczono się, studiując najwybitniejsze dzieła dawniejszych autorów. We wszystkich szkołach, rozsianych po niezliczonych miastach rozległego Cesarstwa Rzymskiego, młodzież uczyła się podług jednolitych zasad, bo wszędzie czytano tych samych klasyków i podziwiano te same wzory. I choć szkoła rzymska wydawała się już współczesnym oderwana od życia - układane dla ćwiczenia mowy dotyczyły przeważnie wydumanych, zgoła nieżyciowych, problemów - to właśnie szkoła ta stanowiła prawdziwy fundament jedności kulturalnej Imperium. To dzięki nim wykształceni mieszkańcy z najodleglejszych zakątków państwa potrafili znaleźć wspólny język - bo wszyscy mówili tak samo poprawną łaciną i wychowani na tych samych tekstach, zaszczepiony mieli podziw i szacunek do tych samych tradycji. Świat rzymski ukształtował się jako świat pogański. Chrześcijaństwo długo nie potrafiło się w nim znaleźć. Pierwsi chrześcijanie, otoczeni niechęcią i bezwzględnie prześladowani przez władze, sami świadomie odrzucali wartości kultury pogańskiej. Ale postawa ta na dłuższą metę nie była możliwa do utrzymania. Szerzące się błyskawicznie chrześcijaństwo już nie mogło zachowywać charakteru stroniącej od świata grupy. Uczestnictwo we wspólnej z poganami kulturze stawało się wręcz potrzebą i koniecznością, by tym sprawniej przekonywać ich do nowej wiary. Chrześcijańscy pisarze i filozofowie, którzy toczyli bezpardonowe dyskusje z pogaństwem, sami byli znakomicie wykształceni. Ich piękny język, wykwintny styl, nienaganna argumentacja nie zostawiają wątpliwości, że wszyscy oni wyszli ze szkół retorycznych - a więc sami kształcili się na lekturze pogańskich klasyków. Spór o stosunek do dziedzictwa pogańskiego podsumował św. Augustyn, jeden z najwybitniejszych filozofów i Ojców Kościoła. Wskazywał on potrzebę korzystania z dorobku myślicieli pogańskich, ale z zachowaniem daleko .idącej ostrożności.

Imperium rzymskie na Zachodzie runęło pod naporem barbarzyńców w V w. Cały obszar Cesarstwa Zachodniego zalali Germanowie, ustanawiając tu swe własne królestwa. Ludność rzymska obserwowała te wypadki z przerażeniem i bezsilną rezygnacją. Dla germańskich najeźdźców mieli pogardę i poczucie kulturalnej wyższości. Jeden z ostatnich rzymskich poetów powiada, że między Rzymianinem a barbarzyńcą zachodzi różnica taka, jak między istotą dwunożną a czworonogiem. Germanowie zaś, trzeba przyznać, okazywali wielki podziw i szacunek dla rzymskiej kultury i cywilizacji. Trwała ona więc nadal długie dziesięciolecia, mimo, że cesarzy zastąpili germańscy królowie. Ci ostatni jednak nadal wydawali igrzyska, remontowali akwedukty i amfiteatry, wznosili nowe budowle, spisywali nowe prawa. Mimo tych prób kultura ponosiła jednak straty. W toku najazdów i wojen przepadło wiele bibliotek. Próbowano ratować je, przepisując teraz na nowo mnóstwo rękopisów. W pełnym niepokoju świecie najwłaściwszym miejscem dla tego typu pracy stały się ustronne klasztory.

Zwyczaj zakładania wspólnot mniszych przyszedł do Europy z Egiptu i Wschodu. Na Zachodzie życie mnichów nabrało jednak odmiennego charakteru. Tutaj nie odcinali się oni tak zdecydowanie od świata zewnętrznego i od społeczeństwa. Najbardziej na Zachodzie rozpowszechniona reguła zakonna, ułożona przez św. Benedykta, kładła wielki nacisk na wymóg pracy każdego mnicha. Znakomitą pracę dla zakonnika stanowić mogło przepisywanie ksiąg. Benedyktyńska cierpliwość - podstawowa cnota kopistów rękopisów - stała się wręcz przysłowiowa. W powstających licznie klasztorach przepisywano więc na potęgę. To dzięki wysiłkowi mnichów udało się ocalić dla potomności większość dorobku pisarzy starożytnych. Ich utwory znamy wszak dziś prawie wyłącznie z odpisów średniowiecznych.

W czasach najazdów upadły jednak stare rzymskie szkoły. Były one utrzymywane przez państwo, a po upadku Cesarstwa królowie germańscy tego obowiązku już nie przejęli. Zamożni Rzymianie kontynuowali jednak nauki w domach. Zapewnienie dzieciom klasycznego wykształcenia retorycznego stało się ambicją wielu rodziców. To właśnie wykształcenie stać się miało w ich pojęciu murem, oddzielającym "kulturalnych" Rzymian od "barbarzyńskich" Germanów. Podtrzymywanie edukacji retorycznej sposobem domowym okazało się jednak sposobem dobrym na kilka najwyżej pokoleń. Bez zorganizowanych ram w postaci szkół nie można było na dłuższą metę zapewnić właściwego poziomu. Widać to po utworach, pisanych w tym czasie. Ich autorzy nie operują już przeważnie łaciną elegancką, czystą gramatycznie, lecz raczej jej potocznym żargonem, pełnym naleciałości z języków germańskich (z owej mieszanki łaciny i mowy germańskiej wyrosły zachodnioeuropejskie języki romańskie). Wiele zamożnych rodzin rzymskich powymierało, inne w kontaktach z królami germańskimi zatraciły własną tożsamość. W jakieś dwieście lat po upadku Cesarstwa tradycyjny wzorzec retorycznie wykształconego Rzymianina był już w zaniku. Godny naśladownictwa wydawał się raczej wzorzec wychowania germańskiego - dzielnego, sprawnego i zwycięskiego wojownika, ale bynajmniej nie uczonego. To właśnie ten proces wyznacza właściwy upadek kultury antycznej. Kończyły się czasy panowania kultury pisma - przez kilka wieków współistnieć obok niej miała kultura słowa mówionego.

Kulturę pisaną ocalił jednak Kościół. Duchowni kształcili się nadal. Oni po prostu musieli umieć czytać, musieli znać łacinę - musieli bowiem poznać Pismo św., musieli opanować modlitwy i obrzędy. Liturgię sprawowano zaś wówczas wyłącznie w języku łacińskim. Utarło się bowiem przekonanie, że do kontaktowania się z Bogiem wybrane zostały tylko trzy święte języki: hebrajski, greka i łacina - te same, którymi na krzyżu Piłat kazał wypisać winę Zbawiciela. Kościół dba więc, by przyszli kapani poznali pewne niezbędne dla ich posługi umiejętności. Przy katedrach biskupich istniały przeważnie szkoły, kształcące w pisaniu, czytaniu, podstawach wiary i umiejętności śpiewu. Szkolnictwo nabrało zresztą czysto religijnego charakteru i przyjęło w istocie postać uproszczonych kursów zawodowych dla duchownych. Ale nawet i w tym zakresie działo się coraz gorzej. Upadała przede wszystkim znajomość klasycznej łaciny. Na codzień mówiło się wszak przeważnie językiem wywodzącym się z łaciny, ale znacznie już odmienionym. Zdarzali się podobno księża, którzy nawet przeżegnać nie potrafili się poprawnie, nie popełniając kilku błędów.

Szczególna rola przypaść miała znów klasztorom. To tu gromadzono najwięcej ksiąg, tu wciąż bardzo dużo czytano. Reguła benedyktyńska zalecała też zakonnikom lekturę. To właśnie w klasztornym zaciszu zrodził się oczywisty dziś dla nas zwyczaj czytania "po cichu" - w starożytności panował obyczaj odczytywania tekstów na głos. Mnisi byli przeważnie o wiele lepiej -wykształceni, niż księża świeccy. Wykształcenie to było jednak bardzo przypadkowe, zależało bowiem co najwyżej od dbałości przełożonych danego klasztoru. Przy klasztorach funkcjonowały wprawdzie szkoły - przekazujące jednak młodzieży tylko elementarne umiejętności. Dalsze wykształcenie zdobywano już przeważnie w drodze indywidualnej lektury. Szczególną rolę odgrywały klasztory w odległej Irlandii. Była to wyspa leżąca już poza obrębem oddziaływania starożytnego Rzymu. Dla Iryjczyków łacina była więc językiem zupełnie obcym - poznawali ją tylko z książek. Właśnie jednak dlatego Irlandia przechowała, co brzmi paradoksalnie, znajomość czystej, klasycznej łaciny - podczas, gdy na kontynencie zniekształcał ją wpływ języka mówionego. Iryjscy mnisi przepisywali ogromne ilości ksiąg, a że nie stracili misyjnego zapału - wędrowali z nimi następnie przez wiele różnych krajów. Peryferyjna wyspa stała się jedną z twierdz wczesnośredniowiecznej kultury.

Czasy, o których teraz mowa, stulecia VI-VIII, historycy nazywają często "ciemnymi wiekami". Upadkowi resztek cywilizacji starożytnej towarzyszyły niepokoje, związane z wojnami między germańskimi królestwami. Zwycięsko wyszło z nich państwo Franków. Ich władcom udało się zjednoczyć prawie wszystkie chrześcijańskie kraje Europy Zachodniej. Najwybitniejszy z tych królów, Karol Wielki, sięgnął nawet po koronę cesarską (800 r.). Koronacja ta oznaczała manifestacyjne przywrócenie Cesarstwa Rzymskiego. Karol był analfabetą. Jego biograf, sam uczony mnich, powiadał, że cesarz bardzo chciał nauczyć się pisać i trzymał zawsze pod poduszką tabliczkę i rysik, by w bezsenne noce ćwiczyć się w kreśleniu liter. Nigdy jednak nie opanował tej trudnej sztuki. Nie przeszkadza to naszemu autorowi w nazwaniu Karola mężem wielkiej uczoności. Interesował się bowiem wieloma dziedzinami wiedzy i kazał sobie o nich dużo opowiadać. To piękny przykład, jak słowo mówione zastąpić mogło pismo w charakterze przekaźnika wiedzy. Karol traktował bardzo poważnie swoje obowiązki cesarza chrześcijańskiego, odpowiedzialnego - zgodnie z ówczesnymi pojęciami - nie tylko za bezpieczeństwo i dobrobyt, ale także za zbawienie dusz swoich poddanych.

Przywracając Cesarstwo, pragnął odnowić też świetność dawnego Rzymu we wszystkich dziedzinach. Jedno z najważniejszych zadań dostrzegł w odnowie szkół. Stan edukacji duchowieństwa napawał go bowiem przerażeniem. Skoro wielu nie potrafiło już dokładnie zrozumieć treści Biblii - groziło to, wydawało się, wystąpieniem groźnych herezji. Uczeni mnisi z Brytanii (której na dobre wychodziło wówczas bliskie sąsiedztwo z Irlandią) stworzyli pomysł naprawy szkolnictwa, który cesarz mógł mocą swej władzy wcielić w życie. Ukuto przede wszystkim program nauczania, który zapewnić miał kształcenie kompetentnych duchownych. Odwołano się do antycznego jeszcze pojęcia "siedmiu sztuk wyzwolonych". Przeciwstawiano je naukom technicznym - była to więc bardzo szeroko pojęta humanistyka. Pierwsze trzy (po łacinie trivium - co oddać można jako "potrójna droga") z tej siódemki sztuk obejmowały kształcenie umiejętności wypowiadania myśli. Pozostałe cztery (łac. quadrivium - droga poczwórna) uważano za sztuki wyższe. Wchodziły tu bowiem umiejętności liczenia i rysowania, znajomość astronomii (bez pewnej wiedzy w tej dziedzinie nie można było ustalić świąt ruchomych na dany rok - a winien to potrafić każdy duchowny) oraz śpiewu (bez którego nie mogła obyć się liturgia). Kurs podstawowy - owe trivium (stąd właśnie pochodzi określenie "trywialny") - zapewniać miało umiejętność biegłego pisania, czytania i mówienia po łacinie. Czystą łacinę, która mogłaby służyć jako wzór dla uczniów, znaleźć można jednak było tylko u pisarzy starożytnych. Podstawą nauczania stawać się miała zatem ponownie lektura pism autorów antycznych. Miano ich co prawda studiować tylko w urywkach. Zestaw owych autorów, stosowanych do użytku szkolnego, obejmował nie tylko dawnych pisarzy chrześcijańskich - Ojców Kościoła - ale także i pogańskich. W średniowiecznej szkole łaciny uczono się bardzo często nawet na frywolnych wierszach miłosnych Owidiusza! Taki był program, zalecany wszystkim szkołom. A szkoły kazał Karol zakładać przy każdej katedrze i po wszystkich klasztorach.

Na równi z upadkiem znajomości łaciny troskę cesarza budził upadek kaligrafii. Odkąd zabrakło jednolitego systemu rzymskich szkół, pismo używane w różnych regionach zaczęło się bardzo różnić. I to wydawało się Karolowi groźne. "Gdy brak jest biegłości w pisaniu, mogą się też pojawić niejasności w rozumieniu Pisma św." - kazał odpisać pewnym mnichom, którzy przysłali mu nabazgrany nieczytelnie list. Wraz z programem nauczania wprowadzono też nowy wzór prostego, łatwego i estetycznego pisma. Przepisywano podług niego masowo księgi i rozsyłano je po klasztorach i katedrach. W ten sposób rozpropagowano szeroko nowy pomysł.

Wielka okazała się siła stworzonych wówczas zasad. Cesarstwo Karola upadło już po kilkudziesięciu latach, pod rządami jego mniej szczęśliwych potomków, choć pamięć przynależności Francji, Niemiec i Italii do tego państwa żywa była jeszcze bardzo długo. Pozostało dziedzictwo kulturalne: zostało pismo - którego używamy w gruncie rzeczy do dziś (uwzględniając zaszłe przez stulecia zmiany); została łacina, której udało się przywrócić klasyczną czystość; została też przede wszystkim szkoła, jako nośnik tamtych wartości. We wszystkich zakątkach wielkiego władztwa, w państwach wyrosłych na jego gruzach i we wszystkich państwach na nim się wzorujących - wszędzie nauczać miano tych samych "siedmiu sztuk wyzwolonych", wszędzie czytywano podobny zestaw łacińskich lektur. Stało się to - obok jedności wiary i jednolitej liturgii odprawianej w języku łacińskim - jednym z filarów trwałej jedności kulturalnej Europy średniowiecznej. I choć szkoły w tych czasach oddziaływały na bardzo nieliczną elitę, prawie wyłącznie duchownych, to jednak wypracowano już wzorzec akceptowanych wartości i mechanizmy jego przekazywania. Przyszłość zaś miała przynieść stopniowe upowszechnianie tych skarbów, które w najcięższych czasach ocaliła i przechowała klasztorna elita.


Przeczytano 12504 razy

04, (3) 1997 - Jesień



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne