Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Nasi podróżują

"Już stoją nasze nogi, w twych bramach, o Jeruzalem" (ps 122,2)
Wspomnienia z pielgrzymki do Ziemi Świętej

E. Z. (nazwisko znane parafii)

Jak wiadomo, w naszej parafii specjalistą od pielgrzymek jest ksiądz Marian Kara. To właśnie on, trzy lata temu, zdecydował się zorganizować drugi już wyjazd do Ziemi Świętej. Po dopełnieniu wszystkich formalności: zarezerwowaniu miejsc, biletów na samolot, wizy i.t.p. czekał z niecierpliwością na dzień, w którym pod jego opieką wyruszymy w świat. Upragniony 14 sierpnia 1997r. wreszcie nadszedł i wszyscy o godzinie 11 zjawiliśmy się w kościele parafialnym na mszy świętej. Po nabożeństwie zajęliśmy miejsca w autokarze, by dotrzeć na lotnisko w Warszawie. Żegnani przez księdza proboszcza, a także rodziny i znajomych parę minut po 12 opuściliśmy Świerczewo. Upewniliśmy się jeszcze czy mamy paszporty i bilety, dostaliśmy też żółte chusty z napisem "Ziemia Święta 15-26.08.97 Poznań", które stały się znakiem rozpoznawczym naszej 40-osobowej grupy i już podążaliśmy do stolicy. Po drodze wstąpiliśmy do Niepokalanowa pokłonić się Matce Najświętszej i prosić Ją o szczęśliwą podróż. Na Okęciu byliśmy ok. godz. 19:00 i ze spokojem przygotowaliśmy się do odprawy celnej. Nasze bagaże zostały prześwietlone, a my przechodziliśmy przez specjalną bramkę, która "piszczała", gdy posiadało się coś metalowego. Na ogół procedura ta przebiegała sprawnie, choć zdarzyło się też, iż jedna z uczestniczek nie wiedząc, o zakazie posiadania ostrych narzędzi, miała nóż w bagażu podręcznym. Nóż wykryto i na wszelki wypadek odebrano właścicielce, a potem wszystko toczyło się swoim torem. O godzinie 22 zostaliśmy zaproszeni na pokład samolotu. Witani przez miłe stewardessy, zajęliśmy swoje miejsca. Poinstruowano nas jak zachować się w awaryjnych sytuacjach i wreszcie nasz samolot Boeing 737 wystartował. Lecieliśmy na wysokości 10.000 metrów nad naszą kochaną ziemią, ze średnią prędkością 800 km/h, gdy temperatura "na górze" wynosiła -50 st. C. Lot trwał ok.3,5 h, minął nam szybko na przyglądaniu się światu z przestworzy, zjedzeniu przygotowanego przez LOT posiłku i zakupach w bezcłowym, pokładowym sklepie. O 2:50 (w Polsce 1:50) wylądowaliśmy w Tel Awiwie. Przeszliśmy odprawę paszportową i znaleźliśmy nasze walizki. W pewnej chwili usłyszeliśmy nazwisko jednej z uczestniczek naszej pielgrzymki przez megafon.

Chodziło oczywiście o odbiór owego noża, o którym od tej chwili wzmianka przyprawiała wszystkich o śmiech. Na parkingu czekała już na nas Siostra Przełożona i autokar, którym od tej pory mieliśmy podróżować po Izraelu. Po dotarciu do Domu Polskiego Sióstr Elżbietanek w Jerozolimie, zmęczeni długą drogą położyliśmy się spać. Tego samego dnia, po śniadaniu, po raz pierwszy ujrzeliśmy Jeruzalem w słonecznych promieniach. Przyszedł też czas na pierwszy spacer pod przewodnictwem ojca Tadeusza Nosala, mieszkającego w Jerozolimie od kilku lat. Żwawym krokiem przemierzaliśmy kolejno dzielnice to żydowskie, to arabskie, aby w końcu stanąć u murów Starego Miasta. Witani przez sprzedawców gromkimi "Dzień dobry" lub pytani przez niektórych "Jak się masz kochanie" kluczyliśmy po wąskich uliczkach, aż dotarliśmy do Kościoła Św. Anny, gdzie według tradycji narodziła się Maryja. Po mszy odprawionej w tym kościele ruszyliśmy w dalszą drogę zwiedzając Stare Miasto. Wróciliśmy do Domu z mętlikiem w głowie spowodowanym nadmiarem informacji i przeżyć. Ojciec Tadeusz uspokoił nas jednak mówiąc, że w czasie tej pielgrzymki jeszcze nie raz będziemy w starej Jerozolimie i wszystko nam się "poukłada". Odetchnęliśmy z ulgą i udaliśmy się na przygotowaną, pod bacznym okiem szefowej kuchni, siostry Zofii, smaczną kolację. Po posiłku odmówiliśmy w kaplicy różaniec, a następnie każdy miał czas dla siebie. Dla przeciętnego obserwatora kolejne 10 dni mogłyby wydawać się bardzo do siebie podobne: pobudka, modlitwa, śniadanie, zwiedzanie, obiad, zwiedzanie, kolacja, różaniec, ale my codziennie przeżywaliśmy niezapomniane przygody. Trudno bowiem opisać to, co się czuje stojąc na Kalwarii i dotykając skały, na której umarł Jezus. Do tego jeszcze czytany przez ojca Tadeusza odpowiednio dobrany fragment Ewangelii sprawiał, iż czuliśmy się jak uczniowie Chrystusa. Tak było ilekroć stawaliśmy na miejscach, gdzie mieszkał, nauczał i modlił się Zbawiciel. Nazaret, Betlejem, Jerycho, Kafarnaum... wszystkie te znane z Biblii miasta, stały się miejscami, w których byliśmy, w których się modliliśmy i których nie zapomnimy. Msze święte w Wieczerniku, na Kalwarii, na Górze Tabor czy w grocie narodzenia w Betlejem były naszymi, bardzo rodzinnymi nabożeństwami. Codziennie inna grupka pielgrzymów pod przewodnictwem ks. Krzysztofa przygotowywała czytania, psalm i modlitwę wiernych. Każdy więc mógł brać czynny udział w Eucharystii. Mieliśmy też okazję razem z franciszkanami uczestniczyć we mszy św. przy Grobie Bożym odprawionej przez naszych duchownych po łacinie. Rozdano nam specjalne śpiewniki i staraliśmy się choć w części śpiewać tak płynnie, jak to robili bracia zakonni. W drodze do Eilatu odległego od Jeruzalem o ok. 320 km, odprawialiśmy liturgię na Pustyni Judzkiej. Jezus przebywał tam 40 dni. Podziwialiśmy Go za to, gdyż my już po 40 minutach z przyjemnością wsiadaliśmy do klimatyzowanego autokaru. Obok niego czekały na nas dzieci Beduinów, które jak wszystkie maluchy miały ochotę na cukierki. Jednemu z takich szkrabów spodobały się nasze chusty i w końcu jedna z pań podarowała mu swoją. Można było także sfotografować się z osiołkiem lub wielbłądem, ale to, jak zresztą wszystko w Izraelu, kosztowało co najmniej "one dolar". Wielką radość sprawiały nam również kąpiele w ciepłych morzach: Martwym, Czerwonym i Śródziemnym. Miłośnicy wody pływali nawet w Jeziorze Galilejskim zwanym Genezaret (choć czasu wtedy mieliśmy niewiele). Po takich odprężających zabawach w wodzie, nawet tym, którzy zmęczeni już trochę byli upałem i ciągłymi wędrówkami, humor się poprawiał i wspólnie główkowaliśmy nad pytaniem ojca Tadeusza "Dlaczego istnieje Morze Czarne?" Odpowiedź brzmiała: "Bo jest w żałobie po Morzu Martwym". W znakomitych nastrojach śpiewaliśmy pieśni i przemierzaliśmy Ziemię Pana Jezusa wzdłuż i wszerz. W rzece Jordan ks. Marian "chrzcił" wszystkich, którzy mieli na to ochotę, a w Kanie Galilejskiej małżeństwa odnawiały swoje ślubne przyrzeczenia. W Kanie też każdy z nas zakupił wino, bo jakże z miasta pierwszego cudu Jezusa wyjechać bez wina?! Czas mijał nieubłaganie, a my codziennie razem z niezastąpionym ojcem Tadeuszem odkrywaliśmy wszystkie te miejsca, gdzie 2000 lat temu przebywał Jezus. Dotarliśmy dosłownie wszędzie Betania, Jerycho, Oumran, Kafarnaum, Tabgha, Yad Vashem, Ain Karem, Emaus, Jaffa, Haifa, Cesarea Nadmorska, Nazaret, Kana, Eilat, Tel Awiw, żadne z tych miast nie jest już nam obce. Byliśmy nawet w zamkniętym wówczas dla turystów Betlejem, a do tego wiele czasu spędziliśmy w Jerozolimie. Po kilku dniach, ku zadowoleniu ojca Tadeusza, nikt nie mylił już Bramy Jafskiej z Damasceńską, odróżniał Grób Boży od Grobu w Ogrodzie, wiedział, że Antonia nie była tak wielka, jak wcześniej sądzono i nie upierał się, że Kalwaria była olbrzymią górą. Ostatniego dnia wcześnie rano o godzinie 6:00 odbyliśmy jeszcze Drogę Krzyżową po śladach Jezusa. Później zrobiliśmy zakupy i zaczęliśmy przygotowywać się do drogi powrotnej. Po uroczystej kolacji zostaliśmy obdarowani przez siostry różańcami i mapami Ziemi Świętej, a potem my podziękowaliśmy im za gościnę i opiekę. Dziękowaliśmy też ojcu Tadeuszowi i ks. Marianowi, bo bez nich cała pielgrzymka nie byłaby tak udana. W końcu nadszedł czas wyjazdu i wszyscy, a niektórzy nawet ze łzami w oczach, żegnali się z Siostrami Elżbietankami i Jerozolimą. Na lotnisku w Tel Awiwie przeszliśmy gruntowną kontrolę bagażu, a potem już bardzo szybko Izrael został daleko pod nami. Pełni wrażeń wylądowaliśmy rano 26.08. w Warszawie, a stamtąd tradycyjnie przez Niepokalanów, gdzie odbyła się ostatnia pielgrzymkowa msza św., wróciliśmy do Poznania.


Przeczytano 5368 razy

04, (3) 1997 - Jesień



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne