Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Nasi podróżują

Eichstätt - miasto biskupa i uniwersytetu

Przemysław Matusik

W północnej Bawarii, nad rzeką Altmühl płynącą malowniczo wśród porośniętych bukowymi lagami wzgórz, leży niewielkie, kilkunastotysięczne miasto Eichstätt, stolica biskupia, a zarazem bardzo szczególny ośrodek akademicki, znajduje się tu bowiem jedyny w Niemczech katolicki uniwersytet. Pomimo że niewielkie, ma za sobą Eichstätt długą i bogatą historyczną tradycje, położone jest zresztą na ziemi o burzliwej i interesującej historycznej przeszłości. Jak się skądinąd okazało, nie tylko historycznej: badania prowadzone od półtora wieku pozwoliły odkryć także niezwykłe ślady tutejszej prahistorii, sięgającej okresu jury. 140 milionów lat temu tutejsze tereny były zalane ciepłym i płytkim morzem. Nawarstwiające się z czasem morskie osady, daty początek wapiennym złożom, których struktura wygląda niczym wielka, zamknięta księga położona na tej ziemi przez Boga - Stwórcę, gdy siódmego dnia odpoczął. Gdy zaś ową pozostawioną księgę zaczęto ostrożnie otwierać, okazało się, że nie jest ona pusta, że można z niej również czytać. W kolejnych bowiem wapiennych warstwach odnaleziono skamieniałe ślady dawnego, jurajskiego życia. To, co umarło; rośliny i zwierzęta, ryby i skorupiaki, gady i unoszące się nad wodą owady, pokrywane szybko nawarstwiającymi się pokładami wapiennego mułu zastygały w kamiennej skorupie zmieniając się w fascynujące ilustracje do dzieła Boskiej ewolucji. Najcenniejszym znaleziskiem jest skamieniały praptak - archeopteryks, jedno z sześciu tego rodzaju znalezisk na świecie. To nieduże, wielkości może gołębia stworzenie zastygło na całe wieki w dramatycznej pozie z rozpostartymi skrzydłami i odrzucona do tylu głowa: nieme świadectwo walki na śmierć i życie nad płytkimi lagunami jurajskiego morza.

Wróćmy jednak do historii. Właśnie za czasów cesarza Oktawiana Augusta, w 15 r. pne., krótko zatem przedtem gdy nad Palestyńskim niebem zajaśniała betlejemska gwiazda, rzymskie legiony przekroczyły graniczną dotąd rzekę Dunaj i w ciągu następnych stukilkudziesięciu lat podbiły tutejsze ziemie tworząc z nich prowincję Recja. Jej północna granica - "limes" -znajdowała się 12 kilometrów na północ od Eichstätt. Strzegł jej wybudowany z mozołem, a ciągnący się aż do Renu 500-kilometrowy kamienny mur. Był on strzeżony przez system rozlokowanych co kilometr wież obserwacyjnych i położonych nieco w głębi rzymskiego terytorium fortów - "castellów" - których załogi miały elastycznie reagować, jeśliby tylko jakieś germańskie bandy zechciały "limes" przekroczyć. Ten doskonały system nie uchronił jednak Rzymian od klęski. W 233 roku załogi rzymskie zaskoczone zostały nagłym i wściekłym atakiem germańskiego plemienia Alemanów, którzy wyparli Rzymian z powrotem za Dunaj. Po Alemanach, przyciągnęli tu Frankowie, ich z kolei wyrzucili stąd Baiuwarowie, przodkowie dzisiejszych Bawarczyków, którzy zostali tu do dziś: trudno byłoby jednak w owych widywanych na ulicach Eichstätt panach w spodniach do kolan i charakterystycznych kapelusikach, domyślić się potomków wojowniczych germańskich zdobywców.

Historia samego Eichstätt rozpoczyna się w wieku VIII i wiąże się nierozerwalnie z niezwykłą postacią pochodzącego z anglosaskiej arystokracji pierwszego tutejszego biskupa, św. Willibalda. Był on krewnym i współpracownikiem swego wielkiego ziomka i apostoła Niemiec, św. Bonifacego, który w r. 741 wyświęcił go na biskupa i osadził właśnie w osadzie Eichstätt: wzmianka o tym fakcie w żywocie św. Willibalda jest też pierwszą historyczną informacją o naszym mieście nad Altmühla. Już po śmierci św. Willibaida sprowadzono do Eichstätt mniszki benedyktynki; do ich klasztoru przeniesione zostały relikwie siostry św. biskupa Wiliibalda, również świętej - Walburgii (Walpurgii). W ten oto sposób święte to rodzeństwo uznane zostało za głównych patronów miasta, otaczanych żywą czcią do dziś. Wyrazem tego są nie tylko liczne przejawy kultu tych świętych, ale i rzec można - ich wszechobecność w codziennej miejskiej rzeczywistości. I tak przy klasztorze ss. benedyktynek, w którym co niedzielę pobożni mieszkańcy Eichstätt gromadzą się na śpiewane wespół z siostrami łacińskie nieszpory, odnajdziemy i aptekę św. Walburgii i jej imienia gospodę. Jej zaś czcigodny brat doczekał się nie tylko stojącego pośrodku rynku pomnika - fontanny, ale i nazwania jego imieniem tutejszego eichstättskiego piwa, wyrabianego - wedle zapewnień piwowarów - według XV wiecznych receptur.

Dzieje diecezji Eichstätt są dla Polaka bardzo interesujące, stanowiła ona bowiem od średniowiecza samodzielne kościelne państwo, co było rzeczą w naszych polskich stosunkach nieznaną. Wynikało to z natury ukształtowanej w średniowieczu niemieckiej Rzeszy, specyficznego politycznego tworu, składającego się ze skomplikowanego systemu większych i mniejszych, świeckich i duchownych państw, biskupstw, wolnych miast, zjednoczonych pod zwierzchnictwem wspólnego cesarza Eichstätt należało do tych kościelnych państw - biskupstw, które zwycięsko przetrwały okres reformacji, choć w jej wyniku oderwała się odeń niedaleka, a podlegająca tutejszym biskupom Norymberga. która stała się ważnym ośrodkiem niemieckiego protestantyzmu. Tutejsze biskupie księstwo miało np. prawo do bicia własnej monety, z czego skwapliwie korzystało, a co obrazuje kolekcja tutejszych pieniędzy zgromadzona w doskonale urządzonym muzeum diecezjalnym: na monetach widnieją oczywiście wizerunki patronów miasta, św. Willibalda i św. Walburgii. Niewiele niestety pozostało po średniowiecznym Eichstätt. Największym zabytkiem jest oczywiście gotycka katedra, nad której bocznym portalem średniowieczni artyści umieścili scenę pokłonu trzech króli. W samej katedrze, przy prezbiterium, króluje lekko uśmiechnięta, ciepła postać madonny z Büchenhuel. Z drugiej strony prezbiterium, w nawie bocznej oglądać można tzw. ołtarz pappenheimski, wykute w kamieniu dzieło XV-wiecznego mistrza, przedstawiające wstrząsająco scenę ukrzyżowania. Co ciekawe w tle rzeźbiarz umieścił panoramy Wenecji i Jerozolimy: jak się przypuszcza miało to być pamiątką pielgrzymki do Ziemi Świętej, jaką - przez miasto św. Marka -zrealizował fundator ołtarza. Naszych parafialnych pątników, którzy w zeszłym roku podążyli jego śladami zainteresuje z pewnością to, iż w eichstättskim kościele oo. Kapucynów znajduje się niezwykły zabytek: autentyczna, pochodząca z XII wieku kopia Grobu Świętego, ufundowana przez jednego z pochodzących stąd księży - krzyżowców, oddająca wiernie ówczesny wygląd zniszczonego później Grobu Chrystusa.

Na ciekawe ukształtowanie tutejszych dawnych stosunków wskazuje już choćby fakt, iż Eichstätt posiada położone obok siebie trzy place - centra trzech różnych sfer tutejszego miejskiego życia. Pierwszy z nich to centrum życia mieszczańskiego, miejski rynek z ratuszem i fontanną św. Willibalda pośrodku, o którego minionej świetności przypominają rozkładane w środy i soboty stragany z warzywami, przyprawami, rybami i różnymi śródziemnomorskimi specjałami. Tuż obok rynku znajduje się plac katedralny: centrum życia diecezjalnego. Z kolei z drugiej strony katedry położony jest plac rezydencjalny z dawnym biskupim pałacem; już choćby pobieżny rzut oka na monumentalny charakter otaczającej plac architektury ze wznoszącą się ku niebu kolumną zwieńczoną złotym posągiem Matki Boskiej wskazuje na to, iż tu znajdowało się właśnie centrum życia biskupiego dworu. Godzi się wspomnieć, iż biskupi Eichstätt wywodzili się oczywiście z największych rodów niemieckiej arystokracji: wystarczy zresztą spojrzeć na ich dumne oblicza książąt krwi i książąt Kościoła na znajdujących się w katedrze nagrobkach, by wiedzieć, jakiego formatu ludźmi byli. Dwór więc biskupi i miasto dzielił dystans wynikający z różnicy między światem mieszczańskim, a arystokratycznym. Symbolem książęcej władzy tutejszych biskupów był również wznoszący się nad miastem na wzgórzu zamek św. Willibalda, dziś mieszczący zbiory muzeum jurajskiego i prehistorycznego: tu właśnie obejrzeć można tutejszy skarb - archeopteryksa. A wracając do eichstättskiego biskupiego księstwa przyznać trzeba, iż biskupi dobrze się przyczynili do rozwoju miasta, zgodnie zresztą z dawnym niemieckim przysłowiem: "unterm Krummstab ist gut wohnen": "pod pastorałem dobrze się żyje". Poważniejszy wstrząs przeżyło miasto w czasie wojny trzydziestoletniej, gdy w latach 1633 i 1634 zostało niemal doszczętnie spalone przez grasujące po tych okolicach wojska protestanckich Szwedów. Mieszkańcy Eichstätt pod energicznym przewodnictwem swych biskupów nie zasypiali wszelako gruszek w popiele i odbudowali miasto w pięknym barokowym stylu. Dopomogli im w tym XVII i XVIII - wieczni szwajcarscy "gastarbeiterzy", budowniczowie - architekci z włoskojęzycznej części kantonu Graubünden. Prócz katedry, która zachowała swój surowy gotycki charakter, wszystkie pałace i kościoły zachwycają wspaniałością i pogodnym pięknem południowego baroku. Trudno tu opisywać wszystko, warto jednak wspomnieć o jezuickim kościele Aniołów Stróżów z setkami aniołów wyobrażonych na freskach, rzeźbach i w ołtarzowym obrazie: najważniejszym aniołem jest chyba jednak ten, który porywa się do lotu ze szczytu wyniosłej kazalnicy.

Władza książąt - biskupów przetrwała do początku XIX wieku. Pod ciosami Małego Kaprala rozsypała się niemiecka Rzesza, a księstwa biskupie zostały włączone do państw świeckich: w ten sposób biskupstwo Eichstätt wcielono w 1806 roku do państwa bawarskiego. Biskupi Eichstätt stracili odtąd swą świecką władzę i ograniczyli się do roli rządców diecezji, z czego skądinąd doskonale się wywiązali, czyniąc ze swego miasta ważny ośrodek życia religijnego w całych Niemczech. Skądinąd i dziś charakter Eichstätt jako miasta katolickiego i biskupiego jest nie do przeoczenia. Nie chodzi tu zresztą tylko o górujące nad nim kościelne wieże, o fontannę św. Willibalda na rynku czy kolumnę Panny Marii na Placu Rezydencyjnym, ani też o posągi św. Jana Nepomucena strzegące bezpieczeństwa dwóch najstarszych eichstättskich mostów. Także nad wejściami do wielu prywatnych kamienic dostrzeżemy wizerunki Matki Boskiej z dzieciątkiem, czy rzadziej inne symbole religijne. Strażackie remizy w Eichstätt i w okolicznych wsiach ozdabiają wielkie wymalowane wizerunki św. Floriana; warsztatowi z kolei samochodowemu patronuje oczywiście św. Krzysztof. W czasie wędrówki po okolicy często natknąć się można na swojsko wyglądające przydrożne kapliczki: przy końcu wsi, na rozstajach dróg zwykle stoi krzyż. Eichstättskie kościoły i najmniejsze nawet kaplice otwarte są przez cały dzień: wieczorem ich ciemne wnętrza rozświetlają jedynie płomyki świeczek zapalanych południowoeuropejskim zwyczajem przed wizerunkami Madonny: u jezuitów w kościele św. Aniołów Stróżów świeczki są ekologiczne, przez co - ku oburzeniu niektórych - kosztują nie jedną markę, ale dwie. Wielu mieszkańców Eichstätt zawiesza różańce na przednich lusterkach swych porządnych, niemieckich samochodów: co ciekawe zwyczaj ten przejęli nawet tutejsi Turcy, którzy zawieszają tam swoje różańce muzułmańskie. O tym, iż różańce Eichstättcian służą nie tylko do samochodowego oddania się w Boską opiekę świadczyła procesja, która odbyła się w święto Wszystkich Świętych: kilkaset odmawiających różaniec osób przeszło ulicami miasta z katedry na cmentarz, gdzie odbyło się nabożeństwo żałobne. Groby w tym dniu przybrane były skromniej niż u nas, zdobił je jeden zwykle wieniec i jeden zapalony lampion: tutejsze nagrobki z reguły bowiem wyposażone są w brązowy czy żeliwny lampion, ochraniający zapaloną świece, a także w małe naczyńko z wodą święconą, którą poświęca się grób na zakończenie modlitwy. By zakończyć tę chaotyczną może nieco wyliczankę wspomnieć trzeba koniecznie o perfekcyjności tutejszej katedralnej służby liturgicznej. Do mszy służy zwykle 10-12 młodych ludzi, ubranych w czarne lub czerwone sutanny, na które dopiero założone są komże. Bez względu na wiek zachowują oni wzorowy porządek, powagę i rzec można niemiecki perfekcjonizm w tym, co robią. Czytania natomiast są domeną wiernych wychodzących "z tłumu", a nie ministrantów. Gdy zaś msza ma bardziej uroczysty charakter, zwłaszcza gdy jest to msza pontyfikalna, śpiewa na niej znakomity chór katedralny, dzięki czemu cała liturgia sprawowana w gotyckim wnętrzu zyskuje wspaniały artystyczny wyraz.

Chlubą tutejszego kościoła jest oczywiście katolicki uniwersytet, nawiązujący swą tradycja przede wszystkim do podniesionego w XIX wieku na bardzo wysoki poziom seminarium duchownego. W czasie Bismarckowskiego kulturkampfu stało się ono schronieniem dla kleryków z terenów państwa pruskiego, w tym także i dla Poznaniaków, po tym jak nasze seminarium zostało zamknięte. Po kilkudziesięciu latach, w okresie międzywojennym, otwarto tu wydział filozoficzno - teologiczny, który następnie przekształcono w katolicką Wyższą Szkołę Pedagogiczną. Ta zaś w 1980 roku uzyskała status uniwersytetu.

4-tysięczna społeczność uniwersytecka w 13-tysięcznym mieście to nie żarty: w wyraźny sposób odciska to swe piętno na życiu tutejszych mieszkańców. Początek roku akademickiego wpływa wyraźnie na ożywienie nieco sennych dotąd ulic, które teraz zapełniają się studentami spieszącymi na wykłady, do doskonale zaopatrzonych bibliotek czy komputerowego centrum, zapewniającego im internetowe połączenia z całym światem. Infrastruktura uniwersytecka jest tu doskonała, na nauce nikt nie oszczędza, bo i bogactwo Niemiec do takich oszczędności nie zmusza. Jesienią zeszłego roku całe niemieckie społeczeństwo zostało wywołane do dyskusji na temat reformy systemu edukacyjnego już pod kątem potrzeb XXI wieku przez samego prezydenta Romana Herzoga. Znamienne, iż wzywał on nie tylko do dostosowania systemu nauczania do efektów rewolucji informatycznej, ale i podkreślał ze szczególną mocą konieczność realizacji przez szkołę zadań wychowawczych opartych na tradycyjnych wartościach.

Wracając wszelako do Eichstätt i studentów, to podstawowym ich środkiem komunikacji są - jak to w Niemczech - rowery, co ułatwia doskonale rozbudowany system ścieżek rowerowych. Jest teoria, która mówi, iż ten właśnie sposób komunikacji sprawił, że tutejsze dziewczyny chodzą tylko w spodniach; jeśli już jakieś - absolutnie wyjątkowo - decydują się na założenie spódniczki mini, to zwykle niestety nie te, które powinny. Co do studenckiego życia, to mówi się o Eichstätt, iż jest ono miastem dobrych studentów z konieczności; jest ono tak małe, że nawet i najwięksi lenie z nudów muszą zabrać się do pracy. W istocie wielkomiejskich rozrywek tu się nie znajdzie, ale studenci - jak to studenci - potrafią sami sobie dostarczyć rozrywki. Nie tylko zresztą rozrywki, katolickość uniwersytetu do czegoś też zobowiązuje. I tak na mszy na rozpoczęcie roku akademickiego u św. Aniołów Stróżów kościół był pełen akademickiej braci, przy ołtarzu trzymały straż dwa poczty sztandarowe tutejszych akademickich korporacji, uzbrojone w groźnie wyglądające szpady. Aktywnie rozwija się też działalność duszpasterstwa akademickiego, w ramach którego pracuje kilka grup specjalistycznych. Wśród nich warto wspomnieć o grupie, której członkowie jeżdżą co weekend do pobliskiego obozu dla azylantów i uczą bezpłatnie tamtejsze dzieci jęz. niemieckiego. Inna grupa odwiedza leżące w szpitalach osoby samotne, inna spotyka się na wspólnych modlitwach w "taizowskim" stylu, jeszcze inna z powodzeniem zajmuje się... prowadzeniem studenckiej knajpki. Prócz tego prężnie działa wśród akademickiej braci przeniesiony z Włoch ruch "Communione e Liberazione" - "Wspólnota i Wolność", blisko spokrewniony z naszą oazą. Zresztą bardzo liczna grupa studiujących tu osób jest już zaangażowana w działalność swoich wspólnot parafialnych.

Wiele można by jeszcze powiedzieć o położonym nad brzegami Altmühli Eichstätt -mieście biskupa i uniwersytetu. Polak czuje się tu dobrze w jego katolickim i barokowym otoczeniu, wśród ludzi o podobnej do naszej mentalności. Jeśli więc, czcigodny Świerczewianinie, los rzuci cię do północnej Bawarii. nie przeocz tego leżącego nieco na uboczu miejsca od dwunastu wieków pozostającego w dobrej opiece świętego rodzeństwa: Willibalda i Walburgii.


Przeczytano 5079 razy

06, (1) 1998 - Wielkanoc



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne