Dziś jest Sobota, 23 września 2017
św. Pio z Pietrelciny, pr. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 6, 13-16; Łk 8, 4-15
Gazeta parafialna

Historia

11 listopada

Przemysław Matusik

Co stało się 11 listopada 1918 roku? Jak doszło do tego dnia wielkiego polskiego tryumfu? Symbolicznego wymiaru nabiera tu fakt, iż właśnie w tym dniu podpisany został w Compiegne rozejm kończący Wielką Wojnę światową, która zdruzgotała polityczny porządek starej, dobrej XIX-wiecznej Europy. Ale przecież Polski nie dał nam jakiś abstrakcyjny bóg wojny, nie wyłoniła się ona jak mitologiczny Feniks z popiołów samą siłą swej natury. Polska powstała dzięki wielkiemu czynowi ówczesnych Polaków: pokolenia naszych dziadów i pradziadów. A wszystko zaczęło się 20-30 lat wcześniej, gdy w końcu XIX wieku do głosu zaczęła dochodzić generacja urodzona już po powstaniu styczniowym, nie znająca smaku klęski, wychowana na czci męczenników sprawy narodowej, na poezji wieszczów i "Trylogii" Sienkiewicza. Generacja przyglądająca się w dodatku uważnie temu, co działo się w pozornie stabilnej i sytej Europie. Bo przecież i ona, Europa mocarstw panujących nad światem wstrząsana była wewnętrznymi niepokojami: rozwój przemysłu zaowocował powstaniem wielkich skupisk robotniczych, które stały się pożywką dla rozwoju masowych ruchów lewicowych. Było to zupełnie nowym doświadczeniem społecznym i politycznym. Na arenę dziejową wkraczały masy. To zaś stwarzało zupełnie nową atmosferę polityczną, atmosferę dążenia do politycznej zmiany, do przekształcenia istniejącego układu sił.

Także i polskie społeczeństwo było już inne, niż przed kilkudziesięciu laty. Rozwój przemysłu w centralnej Polsce zaowocował szybkim rozwojem miast i powstaniem nowych grup społecznych: siły ruchu narodowego zaczęto więc coraz bardziej szukać w polskim robotniku, a nie w chłopie. Rząd dusz dzierżyć zaczęła inteligencja miejska, grupa najbardziej dynamiczna, najbardziej świadoma i ideowa, obdarzona wyrazistym poczuciem misji, służby narodowi i społeczeństwu i przodująca we wszelkich przedsięwzięciach społecznych i politycznych. Wyrazem tej nowej sytuacji było wykrystalizowanie się głównych nowoczesnych ruchów politycznych w lalach 90-tych XIX wieku.

I tak ci, którzy uznali, iż drogą do wywalczenia Polsce niepodległości jest związanie sprawy polskiej z robotniczym buntem utworzyli Polską Partię Socjalistyczną: dla wielu młodych, którzy angażowali się w jej działania w Królestwie Polskim i na ziemiach zabranych przemyt bibuły przez granicę i konspiracyjna działalność pełna brawurowych starć z carską policją była jakimś przedłużeniem czynu ich ojców, powstańców styczniowych. Tak właśnie myślał młody Józef Piłsudski, gdy wraz z przyjaciółmi zakładał siatkę PPS na Litwie.

Ci z kolei, dla których socjalizm groził osłabieniem sprawy polskiej przez wybuch klasowych egoizmów weszli w szeregi ruchu narodowo - demokratycznego. To oni bezkompromisowo przywoływali tradycję narodowego maksymalizmu, tropiąc wszelkie przejawy tego, co uznawali za łamanie solidarności narodowej. To oni budzili świadomość narodową na królewiackiej wsi, organizowali politycznie polskie mieszczaństwo i inteligencję, pokazywali polskie korzenie chłopom i robotnikom na Śląsku. W szeregach narodowej demokracji znalazła swą przystań młoda inteligencja, porwana żelazną logiką Romana Dmowskiego, wskazującego drogę zerwania z polskimi wadami narodowymi i uformowania nowego ethosu nowoczesnego Polaka.

W Galicji, z polską szkolą i polskim urzędnikiem, organizować się zaczął polski chłop. Przechodząc od półwiecza dobrą szkolę austriackiego systemu parlamentarnego. stanął na nogi i utworzył własną samodzielną partię polityczną - Stronnictwo Ludowe, później PSL. Wbrew obawom wielu PSL w pełni włączyło się w ramy polskiego układu politycznego, nie występując z klasowych, chłopskich, ale z narodowych pozycji. To wielki polityk - samouk. gospodarz - podtarnowskich Wierzchosławic, Wincenty Witos jako jeden z pierwszych zerwał z chłopskim dialektem i w swych politycznych wystąpieniach używał tylko języka literackiego, by nie być postrzeganym jako chłop jedynie, ale jako Polak - obywatel.

Tymczasem kres wieku przyniósł Europie nerwowy bilans: jeśli cywilizacja europejska osiągnęła swą pełnię, a tak właśnie powszechnie myślano, to co będzie dalej? Czy nie schyłek? Szczyt osiągnięć kulturalnych i cywilizacyjnych, polityczna potęga wyrażająca się w podzieleniu świata między europejskie mocarstwa rodziła niepokój, nasuwając analogie z potęgą cesarstwa rzymskiego i jego upadkiem. Stabilność istniejącego układu coraz wyraźniej wydawała się iluzoryczna. Bo oto coraz natarczywiej dobijać się zaczęły swego miejsca na mapie świata Niemcy, młode mocarstwo prężnie się rozwijające i prące do rangi mocarstwa światowego, wchodzące w coraz widoczniejszy konflikt z panującą na morzach Anglią. Rosja wbrew prowadzonej od dziesięcioleci polityce stanęła po przeciwnej niż Niemcy barykadzie, wchodząc w sojusz z nienawidzącą Niemców Francją i broniącą przed nimi swej światowej pozycji Wielka Brytanią. Rosja była jednak kolosem na glinianych nogach, co udowodniła jej sromotna klęska w wojnie z Japonią: pierwsza klęska białego człowieka w wojnie z "kolorowymi". A w samej Europie mieliśmy przecież Bałkany, gdzie ścierały się gwałtownie interesy Rosji, obejmującej swą protekcją świat słowiańskiego prawosławia, i usiłującą zachować resztki swej mocarstwowej pozycji, a coraz hardziej nadwyrężoną Austrią. Zresztą dość było na Bałkanach wewnętrznych konfliktów między Serbami, Chorwatami. Bułgarami. Grekami, Turkami i Rumunami, konfliktów o jakieś skaliste hale dla kóz w Bośni. Rumelii, czy Macedonii, które były równie zaciekłe, co dla postronnego obserwatora niezrozumiałe. Wszystko to tworzyło wybuchową mieszankę, która sprawiała, że zadowolona z siebie Europa z każdym rokiem przypominała coraz bardziej wspaniały korpus prącego nieuchronnie ku swemu przeznaczeniu "Titanica".

To zresztą się czuło. Atmosfera nadciągającego i koniecznego konfliktu narastała, to że coś się musi stać, stawało się dla każdego bardziej rozgarniętego obserwatora oczywiste. Wśród Polaków, szczególnie młodych, nastroje niepodległościowe wzmacniały dodatkowo obchodzone hucznie wielkie napoleońskie rocznice. Absolutnym bestsellerem stała się wydana w 1912 roku książka wielkiego polskiego historyka żydowskiego pochodzenia, Szymona Askenazego pt. "Książę Józef Poniatowski'": z niej całe pokolenie młodych Polaków uczyło się ethosu walki i poświęcenia życia dla niepodległej ojczyzny. Ale chodziło przecież nie tylko o nastroje. W zaborze rosyjskim przeświadczenie o nieuchronnym końcu dotychczasowego świata wzmocniły gwałtowne wydarzenia rewolucji 1905 roku. To one sprawiły, iż Józef Piłsudski jeszcze wyraźniej niż dotąd opowiedział się za odsunięciem na bok socjalistycznych mrzonek i skoncentrowaniem się na działalności niepodległościowej. Jeśli jednak Królestwo Polskie było pierwszym poligonem dla naszych niepodległościowców, to Galicja, len polski, autonomiczny przyczółek, stała się ich zapleczem organizacyjnym. Tu właśnie w 1908 roku, we Lwowie, jeden z bliskich współpracowników Piłsudskiego, Kazimierz Sosnkowski tworzy niepodległościowy Związek Walki Czynnej, do którego wstępują także ludzie nie związani z PPS. Jednym z nich jest austriacki oficer, Władysław Sikorski, który daje wykłady taktyki wojennej zarówno przyszłemu Marszałkowi, jak i kilku przyszłym generałom. Tajny charakter ZWC musiał ograniczyć jego oddziaływanie, dlatego też w 1910 roku powołana została w Krakowie pod jego egidą jawna już organizacja "Strzelec". Nie była to jednak jedyna inicjatywa tego rodzaju. Niemal jednocześnie środowiska, które zerwały wcześniej z narodową demokracją powołały Polskie Drużyny Strzeleckie, w Galicji Wschodniej powstawać zaczęły Drużyny Bartoszowe, zaś w ramach związanego z narodową demokracją Towarzystwa Gimnastycznego Sokół tworzyć zaczęto odrębne oddziały o wojskowym charakterze. W latach więc 1912- 1914 w galicyjskich miastach i miasteczkach zaroiło się od młodych ludzi ubranych w szare mundury paramilitarnych formacji, z zapałem ćwiczących musztrę, strzelanie, szkolących się w operacjach taktycznych. A wszystko to u boku Rosji, z wściekłością spoglądającej na te przejawy wojskowej aktywności polskiej. Było to możliwe, dzięki roztoczeniu politycznego parasola ochronnego nad tymi przedsięwzięciami przez namiestnika Galicji, konserwatystę i jednego z największych historyków polskich, Michała Bobrzyńskiego. Zadziwiający był ten alians dotychczasowych radykałów i socjalistycznych wywrotowców pokroju Piłsudskiego z konsekwentnym konserwatystą Bobrzyńskim. Łączyło ich jedno: wspólny front przeciw Rosji. Piłsudski myślał o Polsce niepodległej i jagiellońskiej, Bobrzyński - o Polsce jako trzecim filarze - obok węgierskiego i austriackiego - wielkiego, środkowoeuropejskiego państwa pod rządami Habsburgów, zapewniającego stabilność. bezpieczeństwo i ład nie tylko Polakom, ale i całemu regionowi. Jeden i drugi wiedział, że można to będzie zrobić jedynie na trupie Rosji.

Temu zdecydowanie przeciwstawiali się narodowi demokraci z Romanem Dmowskim na czele. Dmowski, jeden z największych polskich myślicieli politycznych XX wieku w zaprezentowanej polskiej opinii publicznej w 1908 roku analizie wychodził z założenia, iż wobec narastającego konfliktu między zaborcami Polacy będą musieli opowiedzieć się po stronie jednego z nich. Tradycyjnie polska myśl polityczna była antyrosyjska Dla Dmowskiego było to jednak błędem Uwnżał on, że ziemie polskie mają dla imperium carów znaczenie peryferyine, Rosja więc mogłaby sobie pozwolić na ich utratę. Do tego Rosja stoi cywilizacyjnie niżej od Polski, nie jest więc w stanie zagrozić rozwojowa polskiego organizmu narodowego. Inaczej jest z Niemcami. Powstanie niepodległej Polski z dostępem do morza oznaczać by musiało utratę sporej części ich terytoriów a także ich dezintegrację, dlatego niepodległość Polski pozostaje w całkowitej sprzeczności z niemieckim interesem narodowym. Do tego Niemcy górują nad Polakami cywilizacyjnie stanowią więc realne zagrożenie dla istnienia narodu polskiego. Polacy mimo antypatii, muszą opowiedzieć się po stronie wroga mniej niebezpiecznego: po stronie Rosji, przeciw Niemcom. A jakakolwiek opcja na Austrię oznaczać musiała również opcję na Niemcy - silniejszego sojusznika naddunajskiej monarchii. To z kolei musiało oznaczać świadomą rezygnację nie tylko ze Śląska, stosunkowo od niedawna czującego związek z polskimi aspiracjami narodowymi, ale i z Pomorza i Wielkopolski, tego świętego gniazda państwa i narodu polskiego. To zaś było nie do przyjęcia.

Spór o to kto ma rację, toczył się w najlepsze, gdy 28 czerwca 1914 roku serbski terrorysta Gawriło Princip, zastrzelił w Sarajewie austriackiego następcę tronu, Franciszka Ferdynanda. Miesiąc później, na przełomie lipca i sierpnia akty wypowiedzenia wojny przeciwstawiły sobie Austro-Węgry i Niemcy, zwane Państwami Centralnymi - koalicji zwanej Ententą i obejmującej Rosję. Anglię i Francję, by nie wspomnieć o pomniejszych sojusznikach obu bloków. Piłsudski tylko na to czekał. Z połączenia "Strzelca" i Polskich Drużyn Strzeleckich sformowano oddział w sile około 4 tysięcy ludzi. 6 sierpnia pierwsza kompania kadrowa wkroczyła - za zgodą wojskowych władz austriackich - do Królestwa Polskiego, licząc na wzbudzenie antyrosyjskiego powstania.

Młodzi żołnierze Piłsudskiego i ich komendant srodze się zawiedli: wkraczających do Kielc witał stukot zamykanych okien. Większość społeczeństwa polskiego uznała wystąpienie "kadrówki" za polityczne awanturnictwo albo za ślepotę pozwalającą na wykorzystanie zapału patriotycznej młodzieży przez Niemców i Austriaków.

Niewypał akcji Piłsudskiego miał swoje istotne konsekwencje. W połowie sierpnia wszystkie polityczne ugrupowania polskie z Galicji, od konserwatystów poprzez narodowych demokratów i ludowców po socjalistów powołały w Krakowie Naczelny Komitet Narodowy, polską reprezentację polityczną w zaborze austriackim i z czasem główny ośrodek polityczny rozwiązania austro-polskiego, który wziął pod swój patronat oddziały Piłsudskiego. Początkowo zamierzano stworzyć dwa legiony: wschodni i zachodni. Jednak utworzony we Lwowie i zdominowany przez narodowych demokratów Legion Wschodni, wycofawszy się najpierw przed ofensywą rosyjską do Mszany, odmówił tam złożenia austriackiej przysięgi i rozwiązał się. Część jego żołnierzy trafiła do Legionu Zachodniego, który sformowano w trzy brygady Legionów pod dowództwem generała armii austro-węgierskiej, Karola Durskiego. Józef Piłsudski stanął na czele 1 brygady, w której kultywowano niepodległościowy ethos Strzelca i Polskich Drużyn Strzeleckich, co stawiało ją w mniej lub bardziej wyraźniej opozycji w stosunku do dowództwa Legionów i patronującego im NKN. Legiony, które w 1916 roki, liczyły 20 tys. żołnierza, były formacją szczególną. Aż połowę ich składu stanowili synowie rodzin inteligenckich, drugą połowę młodzież robotnicza i rzemieślnicza. To stanowiło o wielkiej ideowości legionistów i ich wysokim morale, czego dowód składali w zaciekłych walkach w Galicji, później na Bukowinie, w szarzy pod Rokitną. Trudny był los polskiego żołnierza w tej wojnie. Ten w legionach walczył przynajmniej pod polską komendą, tysiące jednak wcielono do zaborczych armii. Przed Bożym Narodzeniem 1014 roku 1 brygada stoczyła ciężki bój z wojskiem rosyjskim pod Tarnowem. Jak pisał Marian Kukieł: "W noc wigilijną gdy 'Bóg się rodzi' zabrzmiało w okopach legionów, z rosyjskich pieśń odezwała się echem". Nierzadki to był przypadek w tej wojnie, gdy synowie Polski, walczyć musieli przeciw sobie w szeregach obcych armii.

Podczas gdy galicyjscy politycy polscy zwijali się jak w ukropie budując zręby swej politycznej koncepcji oparcia się o Państwa Centralne, podobne działania usiłowali podjąć politycy z zaboru rosyjskiego z narodową demokracją na czele, chcąc rozwiązania w oparciu o Rosję i jej zachodnich sojuszników. Pomimo jednak podejmowanych usiłowań, w tym nawet próby utworzenia polskiego legionu w Puławach, Rosja nie chciała żadnych eksperymentów z Polakami, a brutalność jej polityki po zajęciu w 1914 roku Galicji Wschodniej ze Lwowem i Przemysłem działać musiała zniechęcająco. W tej sytuacji główny przedstawiciel tej koncepcji, Roman Dmowski, wyjechał na Zachód, by w Anglii i Francji szukać wsparcia dla polskich dążeń Politycy koalicji, nawet ci Polakom życzliwi, rozkładali ręce: Polski nie ma, jest tylko wielki sojusznik - Rosja, traktujący sprawę polską jako problem czysto wewnętrzny Jest wojna i nikt nie będzie dla Polaków narażał na szwank sojuszu z państwem Romanowów. Ale Dmowski był cierpliwy, nawiązywał kontakty, prowadził rozmowy, dostarczał memoriały, gdzie tylko mógł wtrącał swoje polskie trzy grosze. Wspierał też akcję humanitarnej pomocy dla dewastowanych przez działania wojenne ziem polskich, na której czele stało dwóch wielkich artystów, a zarazem niestrudzonych ambasadorów sprawy polskiej w świecie: Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski.

Przebieg wydarzeń wskazywać się jednak zdawał, że ta koncepcja nie ma racji bytu. W 1915 roku niemiecko - austriacka ofensywa wyparła Rosjan nie tylko z zajętych przez nich terenów Galicji, ale i z Królestwa Polskiego, a później z terenów ziem zabranych. W Warszawie but rosyjskiego sołdata stanąć miał znów dopiero w 1945 roku. Austriacka i niemiecka okupacja Królestwa dała Polakom szersze możliwości działania, niż to było za cara, by wspomnieć choćby o polonizacji szkolnictwa, czy wprowadzeniu systemu samorządowego. Ze swej strony także polskie elity polityczne nie traciły czasu starając się wywrzeć nacisk na Niemcy i Austro - Węgry. Zmianę sytuacji przynieść miał jednak dopiero rok 1916.

Podjęte bowiem w pierwszej połowie 1916 roku ofensywy: w lutym niemiecka pod Verdun, a następnie francusko - brytyjska nad Sommą nie przyniosły rozstrzygnięcia, poza ogromnymi stratami w ludziach. Same Niemcy straciły w nich około 740 tysięcy żołnierzy. W czerwcu ruszyła z kolei na Wołyniu wielka ofensywa rosyjskiego generała Brusilowa; legioniści pod wodzą Sosnkowskiego toczyli tam bohaterskie walki pod Kościuchnówką, a następnie nad Stochodem, gdzie ustabilizowała się linia frontu. Straty poniesione na froncie zachodnim i męstwo polskiego żołnierza musiało dawać do myślenia niemieckim dowódcom. Było jednak jasne, że Polacy bić się nie będą bez dania im czegoś w zamian. To było główną przyczyną wydania 5 listopada 1916 roku tzw. aktu dwóch cesarzy, Franciszka Józefa i Wilhelma II, ogłaszającego, iż oto na ziemiach odebranych Rosji powstać ma państwo polskie o ustroju monarchicznym, posiadające własną armię i pozostające w związku z Austro - Węgrami i Niemcami. Choć nie było wiadomo wiele więcej, np. jakie konkretnie granice będzie miało nowe państwo, choć miało być ono tworem niesuwerennym, choć wreszcie dla wszystkich było jasne, że chodzi tu w dużej mierze o pozyskanie polskiego żołnierza, to przecież akt 5 listopada był wydarzeniem przełomowym. Oto znowu w języku europejskiej polityki pojawiało się pojęcie państwa polskiego, nieistniejące bodaj od półwiecza Zamiast pustych słów o poszanowaniu ich narodowych dążeń, jakimi dotąd raczono Polaków, teraz pojawiał się konkret: własne państwo. Teraz już sprawy polskiej nie dałoby się schować pod korcem, przestawała ona niniejszym być kwestią wewnętrzną państw zaborczych, a stawała się ona na powrót kwestią europejskiej polityki. A do tego dawała polskim elitom szansę na rozpoczęcie wreszcie budowania zrębów polskiej państwowości.

Nie dokonało się to bez przeszkód. Władze bowiem okupacyjne niemieckie, które przejęły inicjatywę w sprawie polskiej, wyraźnie zwlekały z realizacją danych w akcie 5 listopada obietnic. W styczniu 1917 roku powołano 25-osobową Tymczasową Radę Stanu, organ w zamyśle jedynie doradczy, choć jego polscy członkowie aspirowali do bycia rzeczywistym polskim przedstawicielstwem politycznym. Do Rady wszedł również Piłsudski, obejmując kierownictwo spraw wojskowych. Skrępowanie Rady Stanu przez działania władz okupacyjnych budziło coraz większe niezadowolenie, stawiając pod znakiem zapytania politykę konsekwentnego oparcia się o państwa centralne. Nastroje społeczne stawały się coraz bardziej antyniemieckie. Do przełomu doszło latem 1917. Władze austriackie przekazały wtedy pozostające pod ich komendą legiony na zalążek polskiej armii przyszłego państwa polskiego. Ta zmiana związana była ze złożeniem nowej przysięgi na wierność przyszłemu państwu polskiemu i austriackiemu i niemieckiemu sojusznikowi. Tę sprawę wykorzystał Piłsudski. Uznając, iż forma przysięgi godzi w honor żołnierza polskiego, ustąpił z Tymczasowej Rady Stanu i wezwał do nieskładania przysięgi, Wywołało to niesłychany konflikt w środowisku samych legionistów: złożenia przysięgi odmówili żołnierze I i większa część III brygady, złożyli ją natomiast legioniści z II brygady pod dowództwem Józefa Hallera. wspieranego przez wchodzącego w skład komendy legionów Władysława Sikorskiego. II brygadę odesłano na powrót pod austriacką komendę na Bukowinę: z tych zaś, którzy nie chcieli przysięgać, Galicjan wcielono do wojska austriackiego, zaś poddanych rosyjskich internowano. Samego Piłsudskiego wespół z szefem sztabu I brygady, Kazimierzem Sosnkowskim wywieziono do Magdeburga. Mogło się wtedy zdawać, że Komendant przegrał kretesem.

Kryzys przysięgowy miał też swoje polityczne konsekwencje. Pod naporem dramatycznych wydarzeń w legionach, burzących opinię publiczną, rozwiązała się Tymczasowa Rada Stanu. W tej sytuacji władze okupacyjne niemieckie i austro - węgierskie zdecydowały się na bardziej konkretne posunięcie i 15 września 1917 roku wydała patenty o ustanowieniu polskiej władzy państwowej.

Do czasu powołania na polski tron króla władzę zwierzchnią sprawować miała Rada Regencyjna, do której weszli: arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski, wybitny polityk Józef Ostrowski i książę Zdzisław Lubomirski. obdarzony wielkim autorytetem społecznym prezydent Warszawy od 1915 roku. Powołano pierwszy polski rząd z Janem Kucharzewskim na czele, który zaczął budowanie zrębów polskiej administracji, szkolnictwa i systemu sądowniczego. Miało to podstawowe znaczenie dla późniejszych losów Polski.

Rok 1917 był dla rozwoju sprawy polskiej niesłychanie istotny także i z innego względu. Oto waliła się Rosja. W lutym lego roku rewolucja w Piotrogrodzie obaliła władzę Romanowów. W chaosie, który zapanował obok władzy państwowej powstawać zaczęła druga, rewolucyjna struktura władzy w postaci rad robotniczo - żołnierskich. W rewolucyjnym ferworze ulepszania świata jej główne przedstawicielstwo, piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich wydała w marcu oświadczenie stwierdzające prawo Polski do pełnej niepodległości. Ta gromka deklaracja była o tyle ważna, że sprowokowała wystąpienie rosyjskiego Rządu Tymczasowego, który uznając prawo Polski do samodzielnego bytu państwowego podkreślał zarazem, iż granicę polsko - rosyjską określi rosyjska konstytuanta, a Polska będzie związana z Rosją przymierzem wojskowym.

Nie wykraczało to jak widać poza formułę już wcześniej określoną przez akt 5 listopada, a poza tym i tak ziemie polskie znajdowały się wówczas pod niemiecko - austriacką kontrolą. Tym niemniej jednak zmieniało istotę sprawy polskiej w oczach zachodnich aliantów Rosji: odtąd stawała się ona i dla nich elementem międzynarodowej polityki, tym ważniejszym, iż pozwalała na aktywniejsze przeciwstawienie się niemieckim planom politycznego urządzenia Europy środkowej. Dlatego też latem 1917 roku władze francuskie zezwoliły na formowanie armii polskiej, składającej się zarówno z jeńców polskich, jak i przedstawicieli amerykańskiej Polonii. W sierpniu, w Lozannie powstał Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele: Komitet, przeniesiony wkrótce do Paryża, uznany został przez państwa Ententy za jedynego reprezentanta interesów polskich. Teraz Dmowski miał zebrać żniwo swych kilkuletnich, cierpliwych zabiegów. Znaczenie KNP miało wkrótce wzrosnąć. 7 listopada 1917 roku bolszewicki przewrót całkowicie zmienił sytuację w Rosji. Kraj pogrążył się w otchłani wojny domowej; rewolucyjnego chaosu. Władza bolszewicka zerwała wszelkie umowy sojusznicze z Anglią i Francją i rozpoczęła rokowania pokojowe z państwami centralnymi. W ten sposób sprawa polska miała być przez państwa zachodnie rozważana już bez uwzględniania rosyjskich interesów imperialnych, co miało dla nas kolosalne znaczenie. Tym ważniejsze było w tej sytuacji słynne orędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilsona, który w swych 14 punktach przedstawiał zasady przyszłego pokoju, wysuwając wśród nich postulat utworzenia niepodległej Polski z dostępem do morza.

Niemniej ważny miał się okazać pokój zawarty w Brześciu z bolszewikami przez Austrię i Niemcy, a raczej to, co go poprzedziło. Dla politycznego zaszachowania bolszewików Niemcy powołali w Kijowie rząd ukraiński, z którym zawarli 9 lutego 1918 roku układ, przyznający nowopowstałej Ukrainie Chełmszczyznę. Budowane więc przez państwa centralne państwo polskie miałoby mieć charakter kadłubowy, nie obejmując nawet całości dawnego Królestwa Polskiego, co byłoby przecież zupełną kpiną. Przez całą Polskę przetoczyła się fala antyniemieckich i antyaustriackich demonstracji: w galicyjskich miastach wieszano na latarniach austriackie godła. Na wieść o oddaniu Ukraińcom Cheimszczyzny wypowiedziała Austriakom posłuszeństwo znajdująca się froncie wschodnim II brygada legionów pod dowództwem gen. Hallera. Część wojska została wprawdzie internowana, lecz półtora tysiąca piechoty przedarło się pod Raranczą przez linie austriackie. 11 maja korpus Hallera został zaatakowany pod Kaniowem przez prące na wschód wojska niemieckie: żołnierze II brygady stawili im czoła, walcząc do ostatniego naboju, dopiero wtedy się poddali. Tak oto II brygada legionów stała się jedyną formacją wojskową, której udało się walczyć z wszystkimi trzema zaborcami. Gen. Haller nie dostał się do niemieckiej niewoli. Przedostawszy się do Francji stanął na czele formującej się tam polskiej armii, zwanej od koloru mundurów - błękitną.

Tak oto uległa całkowitej kompromitacji idea budowania państwa polskiego w oparciu o Niemcy i Austro - Węgry. Politycy galicyjscy, dotąd głosząc z zapałem ideę rozwiązania austro - polskiego występować zaczęli z żądaniem pełnej niepodległości. Wierni domowi Habsburgów zostali tylko niektórzy konserwatyści z Bobrzyńskim na czele, jednak ich polityczna rola była już skończona. Odrzucenie wszelkiego kompromisu z Niemcami i Austrią ugodzić musiało też w polityków, którzy zaangażowali się w budowanie zrębów państwa polskiego pod kierunkiem Rady Regencyjnej. Zarazem jednak było dla co bardziej odpowiedzialnych przedstawicieli polskich elit jasne, że nie można dopuścić do roztrwonienia już zgromadzonego kapitału w postaci utworzonych dotąd i wciąż rozbudowywanych zrębów polskiej administracji, polskiego systemu sądowniczego i szkolnictwa.

Dlatego też pracowali dalej pod przewodnictwem Rady Regencyjnej, składając swą osobistą popularność na ołtarzu dobra przyszłej Rzeczpospolitej.

Latem 1918 roku załamała się nad Marną ostatnia niemiecka ofensywa, mająca na celu odwrócenie losów wojny: Niemcy zaczęli się cofać. We wrześniu 1918 roku załamał się front bałkański i włoski. Klęska Państw Centralnych była już przesądzona. W tej sytuacji 7 września 1918 roku Rada Regencyjna wydała manifest oznajmiający jednoznacznie wolę utworzenia niepodległego państwa polskiego z dostępem do morza, w myśl deklaracji prezydenta Wilsona. Rada przejęła jednocześnie pod swą władzę tworzone przez Niemców polskie oddziały wojskowe. Pod koniec października, wobec rozkładu monarchii Habsburgów powstała w Galicji Polska Komisja Likwidacyjna; przejmująca władzę z rąk austriackich, zaś 7 listopada 1918 r. w Lublinie środowiska lewicowe powołały tzw. Rząd Tymczasowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele.

Sytuacja Polski była w tych dniach niezmiernie zagmatwana. Oto państwa zwycięskiej Ententy uznawały za jedynego reprezentanta Polaków tylko paryski Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele, a co za tym idzie odrzucały prawomocność wszelkich ośrodków władzy w kraju. Tu zaś mieliśmy do czynienia z dwoma rządami: Radą Regencyjną i rządem lubelskim, i dwoma ośrodkami władzy lokalnej: Komisją Likwidacyjną w Krakowie i powstałą w początkach listopada Naczelną Radą Ludową w Poznaniu. Ta ostatnia, funkcjonując na terytorium Rzeszy niemieckiej i koegzystując na razie z jej porządkiem prawnym nie mogła w jakikolwiek sposób wpływać na to, co działo się na pozostałym obszarze ziem polskich. Tam zaś Rada Regencyjna dysponowała wprawdzie aparatem administracyjnym i zalążkiem siły zbrojnej, brak jej było jednak autorytetu społecznego wystarczającego dla budowania niepodległego państwa. Rząd lubelski epatował wprawdzie część mas plebejskich lewicową demagogią, tym silniej jednak był zwalczany przez pozostałe grupy społeczeństwa. A krakowska PKL nie podporządkowywała się ani jednemu ośrodkowi, ani drugiemu. W tej właśnie sytuacji nadeszła wielka chwila Józefa Piłsudskiego. Piłsudski był opromieniony chwalą legionowych zwycięstw i bezkompromisowym odrzuceniem przysięgi na wierność obcej władzy. Jego uwięzienie w lipcu 1917 roku okazało się teraz wydarzeniem opatrznościowym, gdyż odsunęło go od najbardziej zagmatwanych politycznych rozgrywek końca 19171 1918 roku, w których trudno byłoby się nie skompromitować najbardziej nawet popularnemu politykowi. Gdy więc 10 listopada 1918 roku Piłsudski wysiadł z pociągu na warszawskim dworcu przyjęty został przez społeczeństwo jak zbawca ojczyzny. Następnego dnia, 11 listopada, Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu pełnię władzy wojskowej, podporządkował mu się też rząd lubelski. To otwierało zupełnie nowy i przełomowy etap w tworzeniu wolnego, odrodzonego i zjednoczonego Państwa Polskiego. Dlatego też właśnie 11 listopada czcimy jako narodowe święto.

Piłsudski przejąwszy władzę Rady Regencyjnej ogłosił się Naczelnikiem Państwa i objął władzę dyktatorską na kilka miesięcy, do czasu wyłonienia wybranego w wolnych i demokratycznych wyborach sejmu, który miał zadecydować o kształcie ustrojowym państwa. Tymczasem jednak władzy Piłsudskiego i powołanego przezeń rządu z socjalistą Moraczewskim na czele nie uznawały nadal Państwa zwycięskiej Ententy. Sprawę tę załatwiono z początkiem stycznia 1919 roku, gdy wskutek porozumienia Piłsudskiego z przewodniczącym Komitetowi Narodowemu Polskiemu Dmowskim powołany został nowy rząd, na którego czele stanął Ignacy Paderewski.

Zadziwiające były meandry sprawy polskiej w latach I wojny. Niechętni Polakom politycy mówili wręcz, iż ci umówili się oni między sobą i świadomie grali na dwa fronty, by bez względu na to, kto zwycięży w tej wojnie doprowadzić do utworzenia własnego państwa.

Tak oczywiście nie było. Nie brakło w obozie polskim dramatycznych niekiedy podziałów, ostrych konfliktów, które na całe lata dzielić miały dotychczasowych sojuszników i przyjaciół. Bez względu jednak na to, czy ktoś wstępował do I brygady czy do legionu puławskiego, czy odmawiał złożenia przysięgi czy ją składał, czy pertraktował z pruskim gubernatorem Besselerem, czy z prezydentem Francji Clemenceau, bez względu więc na koncepcję, każdy starał się robić dla rozumianej po swojemu sprawy polskiej tyle ile mógł. I to poświęcenie zaowocowało w 1918 roku, w roku wielkiego polskiego tryumfu. Ale powinniśmy być świadomi tego, że czcząc 11 listopada czcimy nie tylko męstwo i poświęcenie polskiego żołnierza, ale i rozum polityczny, cierpliwość i upór w dążeniu do celu a także zdolność przewidywania i odnalezienia się w najtrudniejszej sytuacji polskich polityków, czcimy zdolności organizacyjne tych, którzy budowali zręby polskiej administracji, polskiego sądownictwa, polskiego systemu szkolnego - słowem polskiego państwa. Z tego, co osiągnęli możemy słusznie być dumni.


Przeczytano 5993 razy

08, (3) 1998 - Wszystkich Świętych



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne