Dziś jest Środa, 20 września 2017
św. mm. Andrzeja Kim Taegon, pr., Pawła Chong Hasang i tow. wspomn. obow.
Czytania:
1 Tm 3, 14-16; Łk 7, 31-35
Gazeta parafialna

Literatura

O Adamie Mickiewiczu.

Gustaw Konradowicz

"Zrodził Mickiewicza cichy, zielony, falisty i lesisty, sosnowy i brzozowy kraj". Tak rozpoczął swe dzieło poświęcone Wieszczowi wielki jego biograf, Juliusz Kleiner. Trudno o trafniejsze stwierdzenie. Zrodziła bowiem Mickiewicza Litwa, nowogródzki powiat z jego szlacheckimi zaściankami rozrzuconymi wśród pól i sosnowych borów, przeglądających się w przejrzystej toni jeziora Świteź. Mickiewiczowie byli drobną szlachtą sławną w okolicy z awanturniczego usposobienia: dwaj stryjeczni dziadkowie Wieszcza zginęli nagłą śmiercią, jeden pobity przez swego kompaniona w powiatowych burdach, Jana Saplicę, drugi - zamordowany w karczemnej bójce z pijanym żołnierstwem. Ojciec Adama, Mikołaj Mickiewicz, był powiatowym komornikiem i adwokatem w Nowogródku; prawnikiem był dobrym, Ojczyźnie służył w powstaniu kościuszkowskim, a jak wspominano, potrafił z pamięci recytować całe księgi Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa w przekładzie Piotra Kochanowskiego. Matka Barbara, z domu Majewska, była córką ekonoma z Czombrowa: możliwe, że wywodziła się z tzw. frankistów, Żydów, którzy w wieku XVIII przeszli na katolicyzm i zgodnie z prawem Rzeczpospolitej, zostali uszlachceni. Adam urodził się w samą wigilię 1798 roku, nie wiemy jednak gdzie: czy w Nowogródku, czy we wsi Zaosie, czy może w przydrożnej karczmie, której miejsce lokalizacji również pozostaje sporne. Rodzinna tradycja mówiła, iż przyjmująca poród akuszerka Mołodecka chcąc go przeznaczyć na rozumnego, przecięła pępowinę nowonarodzonego chłopięcia na książce: wedle jednych na wydanych in octavo aktach procesu sądowego w czarne skóry oprawnych, według innych - na poezjach Ignacego Krasickiego.

Dziecieństwo Adama przebiegło w mickiewiczowskim mająteczku Zaosie, a następnie w Nowogródku. W drobnoszlacheckim środowisku nadal wspominano upadłą przed zaledwie kilku laty Rzeczpospolitą, wspominano Kościuszkę, nasłuchiwano wieści z zagranicy, skąd coraz silniej dochodził bitewny zgiełk i rodzący polskie nadzieje dźwięk zwycięskich surm armii cesarza Francuzów. Aż nadszedł wreszcie rok ów... rok 1812, gdy niezwyciężona dotąd armia Napoleona, z wchodzącymi w jej skład walecznymi hufcami polskimi, przekroczyła Niemen, rozpoczynając drugą wojnę polską, wojnę z Rosją. Piętnastoletniemu Adamowi przemarsz pięknego, strojnego, wskrzeszającego jakby mityczne, heroiczne czasy wojska, pomagać musiał w zniesieniu smutku po śmierci ojca, który zmarł 28 maja. Napoleońskie nadzieje legły jednak pod ciosami rosyjskiej armii i mrozu, w końcu roku znów Moskal rządził w Wilnie i Nowogródku, dla Adama jednak owe błyszczące kilka miesięcy na trwałe określić miało jego napoleońską fascynację.

Śmierć pana Mikołaja pogorszyła finansową pozycję rodziny Mickiewiczów, którzy przecież nigdy nie należeli do najlepiej sytuowanych. W tej sytuacji dla wchodzącego w życie młodego Adama, jedyną drogą na zdobycie sobie jakichś perspektyw na przyszłość były studia uniwersyteckie. Dlatego też po ukończeniu szkoły powiatowej ojców dominikanów w Nowogródku, wstąpił Adam w 1815 roku na uniwersytet w Wilnie. Tam za radą opiekującego się nim, dalszego zapewne krewnego, ks. Józefa Mickiewicza, dziekana Wydziału Fizyko - Matematycznego, zdobył stypendium nauczycielskie, które w zamian za utrzymanie w czasie studiów nakładało obowiązek odpracowania jakiegoś czasu po studiach w zawodzie nauczycielskim. Dla przybysza z prowincji Wilno jawić się musiało jako wielkie miasto, fascynujące swą odmiennością i barwnością. Uniwersytet zaś, przeżywający właśnie chwile świetności, korzystając z wolności i praw, jakie nadał mu reformator szkolnictwa na ziemiach polskich wcielonych do cesarstwa rosyjskiego, książę Adam Czartoryski, był wówczas jednym z najważniejszych polskich ośrodków naukowych. Większość jego studentów pochodziła - podobnie jak Mickiewicz - z uboższej szlachty, dla której wykształcenie było jedyną szansą na wyrobienie sobie życiowej pozycji. Tej młodzieży nie były w głowie studenckie figle, żyła ubogo, czasami na skraju nędzy, dając korepetycje dla zdobycia środków do życia. Jej głowę zaprzątała przede wszystkim traktowana niezwykle poważnie nauka. Wspólny los tworzył wspólne więzi. Trudno się dziwić, iż najwybitniejsze postaci ówczesnego świata studenckiego, a wśród nich i nasz Adam, skupiły się razem, najpierw na zasadzie czysto koleżeńskiej, następnie formalizując tę więź w powstałym w 1817 r. Towarzystwie Filomatów. Towarzystwo stawiało sobie za cel przede wszystkim kształcenie ducha, podnoszenie się naukowe i moralne. Te typowo oświeceniowe ideały jakim poświęcić się chcieli młodzi filomaci, wskazywały wyraźnie, jak wielki wpływ wywarł na nich uniwersytet, na którym panował niemal niepodzielnie duch Wieku Świateł. Więź jaka połączyła filomatów była więzią niesłychanie mocną, warto na to zwrócić uwagę, iż idea duchowej przemiany elitarnego grona, a przez nich i całego narodu, towarzyszyć będzie Mickiewiczowi przez całe życie.

Lata płynęły na nauce, na wzajemnym kształceniu się, na pierwszych próbach literackich; w 1818 w "Tygodniku Wileńskim" ukazał się pierwszy wiersz Mickiewicza Zima miejska, w klasycznej jeszcze pisany konwencji. Ale oto przychodziły nowe lektury: Goethe, Schiller, Byron, przychodziły nowe przeżycia i doświadczenia. Po ukończeniu studiów w 1919 r. Mickiewicz, pełen nadziei i zapału, udał się do Kowna, by objąć tam stanowisko nauczyciela. Kowno to było zesłanie. Był to przecież skok z wileńskiego świata uniwersyteckiego do świata prowincjonalnych spraw i intryg, z kręgu przyjaciół do grona obcych, nie rozumiejących młodego poety ludzi, ze świata ideałów do świata przyziemnej i opornej na zmianę rzeczywistości. Mickiewicz pisał, czytał, romasował nieco z pewną panią doktorową, ale nie mogło to zapełnić pustki i dręczącej go samotności. Ten stan ducha pogłębić miała także miłość do Maryli Wereszczakówny, które to uczucie spadło znienacka na poetę, a także śmierć matki w 1820. To w tym stanie wyobcowania i samotnego cierpienia wielu widzi przyczyny zmiany widzenia świata, od oświeceniowego optymizmu i harmonii, ku romantycznemu już zanurzaniu się w świat uczuć, ku odkryciu, iż rzeczywistość, historia, człowiek to tajemnica nie dająca się zamknąć w łatwych racjonalistycznych formułkach, że na pytanie o naturę zła, cierpienia, szaleństwa nie odnajdzie się odpowiedzi w aroganckich deklaracjach oświeceniowego scjentyzmu, lecz prędzej w dawnych legendach, mitach, w magii i religii. W 1820 powstała Oda do młodości, ten manifest romantycznego stanu ducha. W dwa lata później wydany w Wilnie I tom Poezji staje się wydarzeniem epokowym, otwierającym nowa epokę w dziejach polskiej literatury i ducha polskiego. Poezje dla ludzi oświecenia były skandalem, nobilitującym ludowe gusła, gdy potrzeba nam było oświecenia i nauki, wprowadzającym do języka poezji ludowe i prowincjonale wyrażenia, godzące w czystość mowy polskiej, już i tak poddanej presji ze strony językowej dominacji zaborców. Dla młodzieży było to natomiast objawienie, był to wyraz nowego widzenia świata, było to stworzenie nowego języka artystycznego wyrazu: od razu też Poezje stały się przedmiotem kultu, wzorcem nowej poezji i nowej wrażliwości. Imię Mickiewicza stało się sławne, co ugruntował wydany w kwietniu 1823 roku II tomik Poezji, zawierający GrażynęDziadów część II i IV.

Wkrótce już, w litewskim świecie, nazwisko ich autora zyskać miało inny jeszcze rodzaj sławy. Oto bowiem 3 maja 1823 roku jeden z gimnazjalnych uczniów napisał na tablicy Vivat Konstytucja 3 maja, o jakie słodkie wspomnienie dla rodaków, zaś któryś z jego kolegów dopisał: Lecz nie masz, kto by się o nią dopomniał. To błahe z pozoru wydarzenie wykorzystane zostało przez rosyjskie władze dla wszczęcia drobiazgowego śledztwa przeciw tajnym związkom młodzieży gimnazjalnej i studenckiej, co miało na celu m.in. doprowadzenie do wysadzenia z siodła dotychczasowego kuratora wileńskiego okręgu szkolnego, księcia Adama Czartoryskiego. Intryga się powiodła, śledztwo objęło szerokie rzesze gimnazjalistów i studentów. 4 listopada Mickiewicza aresztowano i wespół z innymi przyjaciółmi osadzono w więzieniu, mieszczącym się w byłym klasztorze bazylianów. Noc wigilijną w 1823 roku przyjaciele spędzili w celi Adama. Pomimo uciążliwości więzienia i przesłuchań, pomimo zetknięcia się z całą ohydą systemu carskiego Mickiewicz wyszedł z procesu w sumie obronną ręką, jeśli zestawilibyśmy jego los z losem jego przyjaciół, skazywanych na wieloletnie zesłanie w głąb Rosji. Jemu samemu nic nie zdołano udowodnić, dlatego skazano go jedynie na przymusowy pobyt w Petersburgu; 25 października 1824 roku wespół z innymi zesłańcami młody Poeta opuścił Wilno, jak miało się okazać - już na zawsze.

Następne pięć lat spędził w Rosji. Mimo ciągłej policyjnej opieki pobyt tutaj miał w istotny sposób wpłynąć na dalsze losy Wieszcza. Tu w pełni ujawniła się wszechstronność wykształcenia, wielkość jego talentu i moc osobowości. Dotąd był jedynie lokalną litewską sławą, teraz stanął w jednym szeregu z największymi znakomitościami stolicy Rosji - obok Paryża, Londynu, Wiednia i Rzymu najważniejszej bodaj stolicy ówczesnego świata. Otworem przed Mickiewiczem stanęły najlepsze domy Petersburga, Moskwy, a także i Odessy, gdzie się udał, poszukując - na szczęście bez skutku - posady w tamtejszym gimnazjum. Owocem tej wyprawy, a także i powodzenia, jakie miał młody litewski poeta wśród napotykanych dam zarówno polskich, jak i rosyjskich, były dwa cykle sonetów wydane właśnie w tym czasie. Rozpieszczany przez salony Adam nie tracił z oczu całej zbrodniczej przemocy państwa rosyjskiego; był przecież świadkiem brutalnego stłumienia powstania dekabrystów z grudnia 1825 roku. Jego przywódców, wśród których byli i zaprzyjaźnieni z nim młodzi Rosjanie, np. poeta i tłumacz jego wierszy, Konstantin Rylejew, stracono. Jak zareagować miał młody Polak, przedstawiciel podbitego narodu, na carską przemoc, na doświadczenie carskiej potęgi? W sensie poetyckim reakcją taką był Konrad Wallenrod, stawiającym z całą ostrością problem zdrady i kłamstwa jako środków do realizacji celu - zniszczenia znienawidzonego wroga.

Sam Mickiewicz nie był dobrym kandydatem na Wallenroda. Dla niego pozostanie w państwie carów musiałoby oznaczać stopniowy uwiąd i stłamszenie. Doskonale zdając sobie z tego sprawę Mickiewicz zdołał przy pomocy swych rosyjskich przyjaciół przechytrzyć Tyrana: otrzymawszy paszport wyjechał w połowie maja 1829 roku z Rosji i przez Niemcy (w Weimarze spotkał się z Goethem) i Szwajcarię udał się do Rzymu. W Wiecznym Mieście stanął 18 listopada tegoż roku.

Następne półtora roku spędził nasz Poeta w głównie nad Tybrem, podróżował także nieco po Włoszech i Szwajcarii. Rzymski pobyt był dla dalszego rozwoju duchowego naszego bohatera niezwykle ważny. Przede wszystkim Mickiewicz odkrył tu na powrót katolicyzm. Oświeceniowy charakter uniwersytetu wileńskiego osłabił początkowo wyniesioną z domu wiarę; jedną z pierwszych prac poetyckich Adama była Darczanka, przekład poematu Woltera wykpiwającego katolicką religię i pobożność. Odwrót od tego sposobu myślenia i odczuwania trwał już w latach 20-tych, a swe przypieczętowanie znalazł w Rzymie, w stolicy chrześcijaństwa, wśród tysięcznych pamiątek przeszłości Kościoła, trwającego od wieków i wzrastającego nadal.

Rok 1830 był dla Europy rokiem burz i wojen. W lipcu wybuchła rewolucja w Paryżu, obalając Burbonów i wprowadzając na tron Ludwika Filipa z dynastii Orleańskiej. Niedługo potem Belgowie wystąpili przeciw Holendrom i wywalczyli sobie niepodległość. 29 listopada wybuchło powstanie w Warszawie. Dlaczego Mickiewicz nie pospieszył do powstania? Dlaczego aż do połowy kwietnia 1831 roku przebywał w Rzymie? Dlaczego tak zwlekał z przyjazdem do Polski, że dopiero z początkiem sierpnia 1831 stanął w Wielkopolsce skąd miał rzekomo starać się przedostać do Królestwa? Nie mam dobrej odpowiedzi na te pytania. Usiłowano twierdzić, iż absencja Mickiewicza wynikała z jego uczestnictwa w jakimś, wspomagającym powstanie, europejskim przedsięwzięciu spiskowym. Na to dowodów nie ma. Może po prostu nie dorósł wtedy do roli powstańca i żołnierza, może jakoś obezwładniająco działało nań jego rzymskie, paryskie czy wielkopolskie towarzystwo? Tak czy inaczej dla nas była to błogosławiona bierność: bohaterski udział w powstaniu mógł się przecież zakończyć tragicznie, a wtedy moglibyśmy tylko tworzyć legendę o wielkim młodym geniuszu, który poległ dla sprawy. Czym jednak bylibyśmy bez III części DziadówPana Tadeusza? My możemy to interpretować w ten sposób, dla samego Mickiewicza jego bierność w latach 1830-31 stała się poważnym wyrzutem sumienia, wracającym doń przez całe życie.

Kilkumiesięczny wielkopolski epizod w życiu Wieszcza zdołał obrosnąć legendą. Wielokrotnie pisano o tym, iż to właśnie rzeczywistość wielkopolskich dworów, gdzie pieczołowicie pielęgnować miano polskie tradycje stała się bezpośrednią inspiracją do napisania Pana Tadeusza. Bliższe jednak przyjrzenie się relacjom o pobycie wieszcza nad Wartą zdaje się zadawać kłam tej sympatycznej skądinąd legendzie. Pomimo dobrego przyjęcia Mickiewicz doznawał tu raczej poczucia rozdarcia, zaś między rzeczywistością litewska a wielkopolską tyle było różnic, iż Mickiewicz raczej zarzucał poznaniakom zniemczenie, niż był skłonny stawiać ich za wzór narodowych cnót. Jeśli więc pobyt w Wielkopolsce zainspirował Mickiewicza, to raczej na tej zasadzie, iż stał się bodźcem do przedstawienia tego, czego jego zdaniem już poznaniakom zbywało.

Po poznańskiem było Drezno, gościnna stolica Saksonii, gdzie wróciły Mickiewiczowi siły twórcze, gdzie powstały jego powstańcze wiersze (Reduta Ordona, Śmierć Pułkownika), a nade wszystko III część Dziadów, to jedno z najważniejszych dzieł formujących naszą polską duszę, w którym romantyczny egotyzm zastąpiony zostaje ideałem narodowej służby, romantyczna zaś pycha ośmielająca się mierzyć z Bogiem, przegrywa z pokorą pełnego miłości i oddania księdza. Drezno było wszelako tylko tymczasowym przystankiem, po Dreźnie bowiem nastąpił Paryż.

W stolicy Francji Mickiewicz stanął 31 lipca 1832 roku, wpadając w sam środek emigracyjnych sporów, nie przebierających w słowach polemik, słowem polskiego piekła. On sam jest w tym środowisku kimś obcym, jest przybyszem z Litwy i to z Litwy sprzed ośmiu lat, nigdy nie był w Królestwie Polskim, nie walczył w powstaniu. Może i z tego względu w centrum ideologii Mickiewicza, którą rozwinął na łamach wydawanego przez siebie przez kilka miesięcy "Pielgrzyma polskiego", tkwi ideał narodowej zgody. Zgoda i jedność, którą rozwinąć należy nie na podstawie politycznej, nie na podstawie racjonalistycznych pomysłów, lecz na silnej podstawie wiary i moralności. Mickiewicz chce narzucić emigrantom wysoki wzorzec posłannictwa emigracyjnego, zawarty w słowach Duszą narodu polskiego jest pielgrzymstwo polskie, ewangelią zaś tego pielgrzymstwa stać się mają Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, wydane właśnie w 1832 roku. Zdumionym emigrantom, tym w większości rasowym "zwierzętom politycznym", Mickiewicz głosi ideał nawrócenia, ideał odrodzenia emigracji w katolicyzmie, przez które to odrodzenie dojść by musiało do odrodzenia z czasem całego narodu. Wzbudziło to wiele sprzeciwów i krytyk. Jednak choć głoszona przez Wieszcza idea jedności nie zjednoczyła emigracji, to zjednoczyło ją co innego, zachwyt, radość, wzruszenie wywołane przez ofiarowany Polakom w 1834 roku poemat, Pan Tadeusz. Czytywany przez demokratów i zwolenników Hotelu Lambert, przez żołnierzy i polityków, wszystkim przynosił chwilę zapomnienia, przynosił wspomnienie o domu, ojczystej ziemi, o Polsce idealnej, której obraz jest obrazem metafizycznej pełni i dobra stworzonego przez Boga świata.

Głosząc konieczność odrodzenia religijnego Polaków, Mickiewicz działał nie tylko słowem. Zaraźliwy był także i jego przykład. Ks. Hieronim Kajsiewicz wspominał po latach, że w początku lat 30-tych, w Paryżu, udał się w którąś z niedziel do Mickiewicza, by pokazać mu - Mistrzowi - swe pierwsze poetyckie płody. Wieszcza jednak w domu nie zastał, a służąca oznajmiła mu, iż pan Mickiewicz jest właśnie jak co niedzielę - w kościele na mszy świętej. Zdziwiony Kajsiewicz pomyślał wtedy: jeśli Mickiewicz chodzi do kościoła, to religia musi być rzeczą poważną, i myśl ta legła u podstaw jego powrotu do Kościoła, a później i kapłańskiego powołania.

Bowiem Mickiewicz wskazując drogę ku religijnemu odrodzeniu, w myśl hasła Bóg i wolność, zdawał sobie sprawę, iż nie dojdzie do tego, jeśli rozproszeni po Francji i Anglii emigranci pozbawieni będą duszpasterskiej opieki. Tę mogli im zapewnić tylko polscy księża, stąd przypisywane Mickiewiczowi zdanie: Polsce potrzeba zakonu. Dlatego też pod jego wpływem powstała w 1836 roku wspólnota młodych ludzi kierowana przez Bogdana Jańskiego, której adepci udadzą się kilka lat później do Rzymu na studia teologiczne, by w 1842 roku, już po święceniach kapłańskich, utworzyć Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego. Zmartwychwstania, nie tylko od kluczowej prawdy religijnej chrześcijaństwa, ale i od zmartwychwstania Polski.

Lata 30-te to dla Mickiewicza także okres osobistej zdawałoby się stabilizacji. 22 lipca 1834 roku ożenił się z poznaną w Rosji Celiną Szymanowską, w następnych latach przychodzić zaczęły na świat dzieci. Cieniem na tym małżeństwie kłaść się jednak zaczęła ujawniająca się z czasem choroba psychiczna Celiny, a także kłopoty finansowe. By je przezwyciężyć Mickiewicz objął w 1839 katedrę literatury łacińskiej w Lozannie. Po roku jednak wrócił do Paryża, tu bowiem pojawiła się lepsza propozycja. Oto bowiem 15 listopada 1840 roku Adam Mickiewicz objął katedrę języka i literatury słowiańskiej w paryskiej College de France. Dynamiczny rozwój ruchów narodowych w krajach słowiańskich, wzbudził wielkie zainteresowanie w tym czasie dla dziejów Słowiańszczyzny w całej Europie. Wykłady Mickiewicza trafiały więc w samo sedno zainteresowań ówczesnych elit. Prócz tego danie Polakowi możliwości interpretacji dziejów Słowiańszczyzny w Paryżu - stolicy ówczesnego świata, było wydarzeniem niesłychanie prestiżowym, trafnie odczytanym przez większość emigracji jako wielki polski sukces. I rzeczywiście. Wykłady Mickiewicza, mówione co prawda w nie najświetniejszej francuszczyźnie, wzbudziły ogromne zainteresowanie, zaś niedostatki językowe z powodzeniem uzupełniał charyzmat wykładowcy, jego erudycja i szerokość literackiego horyzontu. Wydawało się, że Mickiewicz wkroczył oto nas drogę życiowej stabilizacji. Wrażenie to było jednak złudnym. 30 lipca 1840 roku z jasnego nieba uderzył grom. Tym gromem był Andrzej Towiański.

Tajemnicza to postać, kiepski litewski urzędniczyna, który pod wpływem - jak twierdził - otrzymanego od samej Matki Boskiej - objawienia, rzucił wszystko i udał się z rodziną na zachód, by wśród emigracji głosić swa religijną prawdę. Towiański głosił, iż oto bliskie jest Królestwo Boże, iż odrodzi się Polskę przez odrodzenie dusz polskich, że oto nadszedł czas cudownej przemiany Kościoła, że świat cały musi się przemienić by wypełnić prawdę objawioną najpierw przez Chrystusa - którego objawienie adresowane było do jednostek, następnie przez Napoleona, który chciał ureligijnienia i umoralnienia stosunków między narodami. Towiański głosił, że odrzucić trzeba wszelkie roszczenia rozumu i po prostu uwierzyć, uwierzyć prawdzie objawianej ciągle przez Boga za pośrednictwem wielkich ludzi, takich jak on sam, takich jak Mickiewicz. Mickiewicz zaś uwierzył Towiańskiemu, bo ujrzał jego moc: 30 lipca Towiański odwiedził Mickiewiczów i uzdrowił pogrążoną w chorobie duszy Celinę. Odtąd Wieszcz stał się gorącym zwolennikiem jego nauki i to on przede wszystkim stał się motorem jej propagowania na emigracji, zaś po wydaleniu Towiańskiego z Francji stanął na czele jego wyznawców skupionych w Kole Sprawy Bożej.

Zaangażowanie w Koło było tak głębokie, że Mickiewicz zaczął otwarcie głosić swa mistyczna historiozofię z katedry w College de France, co spowodowało w końcu odsuniecie go od wykładów. Także i większość emigrantów odsunęła się od niego. Towianizm przyjęło bowiem tylko kilkadziesiąt osób, ale było wśród nich wielu wybitnych, by - nie mówiąc już o Mickiewiczu - wspomnieć Juliusza Słowackiego, czy Seweryna Goszczyńskiego. Dla większości emigrantów towianizm był jednak znakiem sprzeciwu. Dla polityków - demokratycznych czy konserwatywnych, oznaczał zwodzenie ludzi na manowce, dla katolików - był herezją, usiłującą godzić chrześcijaństwo z wędrówką dusz, odrzucającą Kościół i ustanawiającą swoją hierarchię i swoje sakramenty. Dla wszystkich był ocierającym się o zdradę skandalem, gdy głosił, że Rosja była Bożym narzędziem chłoszczącym nas za nasze grzechy, gdy wysuwał ideę nawrócenia cara i zrzeczenia się bezpośredniej walki. To były przyczyny, dla których tak szybko opuścił Koło Juliusz Słowacki.

Jeśli jednak dla Słowackiego towianizm stał się źródłem wielkiej duchowej inspiracji, czego wyrazem była zadziwiająca siłą poetyckiej wizji jego twórczość z lat 40tych, to Mickiewicz pod wpływem towianizmu zamilkł. Czy dlatego, że nowa idea wyczerpała jego moc twórczą? Jeśli nie wyczerpała to z pewnością skierowała ją na nową płaszczyznę. Bo i Mickiewicz nie wytrzymał w Kole, nie wytrzymał panującego w nim duchowego terroru, a nade wszystko zalecanej przez Mistrza Andrzeja kwietystycznej bierności. On wierząc w rychłe odrodzenie świata chciał aktywnie się włączyć w jego przemianę. Dlatego w 1846 roku z Koła wystąpił i utworzył swoje i dlatego też, gdy nastał rok 1848 włączył się aktywnie w jego burzliwe wydarzenia.

Gdy całą Europą wstrząsały rewolucyjne dreszcze Mickiewicz bowiem zjawił się w Rzymie. Jego dramatyczna spowiedź przed księdzem Aleksandrem Jełowickim oznaczała powrót do Kościoła, ale powrót po to, by Kościół przemienić od wewnątrz. Dlatego też jak pisał ks. Jełowicki, w czasie audiencji u papieża Piusa IX Mickiewicz: Wykładał Ojcu św., że przyszła nowa epoka ducha. Upominał go, aby w niej spełnił swój obowiązek. Wspominał i o Polsce - a w końcu chwyciwszy Ojca św. za rękę, wstrząsnął nią gwałtownie i zawrzasnął "Wiedz, że duch boży jest dzisiaj w bluzach paryskiego ludu!". Mickiewicz nie poprzestał tylko na próbach przekonania papieża, by ten stanął na czele europejskiej rewolucji. W Rzymie sformował hufiec młodych Polaków, którzy ubrani w polskie konfederatki i bluzy z naszytymi krzyżami ruszyli na północ by wspomóc walczących z Austriakami Włochów. Ich przemarsz przez środkowe Włochy stał się nieledwie tryumfalnym pochodem i wielką demonstracją polsko - włoskiej solidarności w walce o wolność. W końcu czerwca 1848 roku Mickiewicz zostawił swych legionistów, którzy nie odegrali jakiejś poważniejszej roli w dalszym biegu zdarzeń i wrócił do Paryża, by tam aktywnie się włączyć w radykalną, republikańską propagandę. Swym poglądom, stanowiącym stop radykalizmu, słowianofilstwa, bonapartyzmu i mistyki dawał wyraz w wychodzącej w 1849 roku "La Tribune des Peuples" ("Trybunie Ludów").

Klęska Wiosny Ludów oznaczała dlań i osobistą klęskę, oznaczała zdruzgotanie marzeń o wolnej Europie i wolnej Polsce. Samotny, próbujący coś pisać, podejrzliwie traktowany przez francuską policję Mickiewicz, ponownie zaczął się włączać w życie paryskiej emigracji. Zbliżył się szczególnie do Hotelu Lambert i księcia Adama Czartoryskiego, często wspomagającego go w trudnych chwilach. Siwy wieszcz, ubrany w szaraczkowy surdut, przypominający ubranie prostej litewskiej szlachty, skupiał wokół siebie i dawnych przyjaciół i młodych emigrantów. W 1852 roku otrzymał skromną posadę bibliotekarza w Bibliotece Arsenału.

Tymczasem oto na wschodzie narastała burza, która na nowo wzbudzić miała polskie nadzieje. W 1853 roku wybuchła wojna Rosji z Turcją, która znalazła poparcie w Anglii i Francji. Wojna krymska była wydarzeniem, na które od lat czekali emigranci, szczególnie spod znaku księcia Adama. Dawny wysłannik Hotelu Lambert, Michał Czajkowski - Sadyk Pasza, zaczął organizować w Turcji polski legion. Dla Mickiewicza był to trudny okres. W 1853 roku zachorowała mu żona, która - wycieńczona przez nowotwór zmarła w początkach marca 1855 roku. Po pół roku, 11 września Mickiewicz wyruszył na wschód zaopatrzony w pełnomocnictwa księcia Czartoryskiego, zaś 22 września stanął w Konstantynopolu, niedługo zaś potem w obozie wojskowym Sadyka Paszy. Tu poczuł się jak w domu, odżyły lata młodości, jeździł konno, polował, zanurzał się w polskiej i kozackiej zarazem atmosferze Sadykowego wojska. Snuł plany tworzenia nowych formacji, m.in. i legionu żydowskiego: walczące ramię w ramię legiony polski i żydowski realizować miały według niego posłannictwo dwóch narodów wybranych. W tych październikowych i listopadowych dniach 1855 roku, wśród swoich był chyba szczęśliwy. Zachorował nagle w nocy 25 listopada. Następnego dnia boleści się nasiliły, sprowadzeni lekarze nie potrafili mu pomóc, stwierdzając gwałtowny atak cholery. Wieczorem, namaszczony olejami świętymi oddał ducha.

Jego ciało przewieziono do Francji i pochowano na polskim cmentarzu w Montmorency. Kilkadziesiąt lat później, w 1890 roku szczątki Mickiewicza sprowadzono do kraju: złożono je w katedrze na Wawelu, obok szczątków polskich królów.


Przeczytano 8912 razy

09, (4) 1998 - Boże Narodzenie



polski  english  deutsch  française Dodaj stronę do ulubionych! 
filipini Gazeta parafialna - 'Rodzina Parafialna'
 

Copyright 2003-2011 © Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri i parafia pw. NMP Matki Kościoła - Poznań-Świerczewo
statystyka Valid XHTML 1.0! Valid CSS!
Kalendarz
Czytania
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań
Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri - Poznań - Świerczewo
Siemens Centrale telefoniczne